[ music ]
Upadłam na podłogę rycząc jak głupia. Nie wiedziałam co powinnam teraz zrobić. Jak on mógł kolejny raz mi odmówić ? Czy nie mógłby powiedzieć wprost, że po prostu nie chce się ze mną spotkać ? A może to ja powinnam coś z tym zrobić ? Miałam już dość tego czekania, aż łaskawie zgodzi się na spotkanie. To mnie przerosło. W jednej chwili zdecydowałam się zrobić następny krok. Zdecydowałam się zerwać tą znajomość. Tak, to jest to ! Podniosłam się z podłogi i jak najszybciej spakowałam swoje rzeczy. Wyłączyłam mikroport i odłożyłam go na łóżku. Nie chciałam brać już udziału w tej całej szopce, ze mną i jakimś wymyślonym facetem w roli głównej.
Zbiegłam na dół i złapałam pierwszą lepszą taksówkę. Podałam kierowcy cel podróży i wygodnie rozsiadłam się na tylnym siedzeniu. Włożyłam słuchawki do uszu i zamykając oczy, włączyłam muzykę najgłośniej jak się dało. Nie chciałam spędzić w tym mieście ani godziny więcej. To było ponad moje siły.
Chwilę później poczułam ostre hamowanie i otwierając oczy ujrzałam samochód jadący prosto w nas. To było ostatnie co zobaczyłam.
** Nev i Max **
Już wychodziliśmy z hotelu, gdy nagle wpadliśmy na pomysł by sprawdzić taksówkę, którą odjechała Marisa. Poprosiliśmy pracownika, by spróbował spisać z nagrania jego numery rejestracyjne i wyłapał z jakiej firmy była ta taksówka. Udało się ! Niecałe 20 minut później Max złapał za telefon i już do nich dzwonił.
- Dzień Dobry, nazywam się Max Joseph i dzwonię w sprawie taksówki o numerach [ cenzura ].
- Proszę mi wybaczyć, ale nie mogę udzielić Panu żadnych informacji - kobieta o donośnym głosie przerwała mi.
- Rozumiem, ale wraz z ekipą MTV kręcimy program Catfish i zaginęła jedna z uczestniczek. Prawdopodobnie odjechała właśnie tą taksówką. Mogłaby Pani sprawdzić dokąd miała kurs ? Proszę nam pomóc. - próbował ją przekonać, ale było ciężko. Kobieta była nieugięta.
Po chwili usłyszeliśmy przerażony krzyk kobiety.
- Co się stało ? Wszystko w porządku ? Proszę Pani ... ?
- Przepraszam, ale ... kierowca podanej przez państwa taksówki miał wypadek. Trafił do szpitala w stanie krytycznym. Właśnie nas o tym poinformowano. Niestety nie wiemy czy ktoś z nim był.
Nie spodziewaliśmy się usłyszeć takiej informacji. Nasze serca na chwilę stanęły. Operatorzy kamer natychmiast przestali nagrywać i sami pobledli na twarzach.
Poprosiliśmy pracownika o książkę telefoniczną i zaczęliśmy obdzwaniać wszystkie szpitale w Las Palmas de Gran Canaria. Trochę tego było, ale w końcu chyba znaleźliśmy odpowiedni szpital. Uprzejma Pani pielęgniarka zrobiła dla nas wyjątek i sprawdziła kartę przyjęć. Niestety miała dla nas nie pocieszające informacje.
- Jedziemy ! - Nev ponaglał całą ekipę. Wiedzieliśmy już gdzie mamy jechać. Marisa wylądowała w szpitalu, ale to jedyne co wiedzieliśmy. Więcej nie mogła nam powiedzieć. Zaczęliśmy się na prawdę martwić. Nie mieliśmy pojęcia w jakim stanie ją zobaczymy.
***
Siedzieliśmy wszyscy przed salą operacyjną i oczekiwaliśmy jej lekarza. Mieliśmy nadzieję, że dowiemy się czegoś o jej obecnym stanie. W drodze do szpitala Max zdążył zadzwonić do Victora. Był bardzo roztrzęsiony. Obiecał, że przyjedzie jak najszybciej. Faktycznie przejął się tym co usłyszał. Niestety miał się tu pojawić dopiero za kilka godzin. Był w innym mieście i nie mógł złapać wcześniejszego samolotu. Sami zaczęliśmy się zastanawiać, czy to prawda i czy na pewno do niej przyjedzie.
Oparliśmy głowę na dłoniach i zaczęliśmy przyglądać się posadzce, żeby nie myśleć o najgorszym. To nas powoli wykańczało. Byliśmy zmęczeni kilku godzinnym oczekiwaniem, ale nie mogliśmy jej zostawić. Żadne z nas by tego nie zrobiło.
W końcu usłyszeliśmy otwierające się drzwi i ujrzeliśmy idącego w naszą stronę lekarza. Był młody, wysoki i dokładnie ogolony. Widać było po nim, że również był bardzo zmęczony.
- Panowie do Marisy Bourié Saldías ?
- Tak. Panie doktorze, co z nią ? - poderwaliśmy się nerwowo z krzeseł - Będziemy mogli ją zobaczyć ?
- Już wszystko dobrze. Operacja się udała. Musieliśmy jej nastawić bark i zoperować jej kolano. Dziewczyna jest bardzo poobijana i wycieńczona. Miała dużo szczęścia. Zaraz zostanie przewieziona do sali, jak się obudzi będą mogli Panowie ją zobaczyć. Proszę jej tylko nie pozwolić za bardzo się przemęczać. Żadnych gwałtownych ruchów. Najlepiej, żeby nie wychodziła z łóżka.
- Dobrze, dziękujemy - uścisnęliśmy mu dłoń i nadal czekaliśmy, aż będziemy mogli ją zobaczyć. Na szczęście niż poważnego się jej nie stało. W tym momencie nie przejmowaliśmy się nagrywaniem programu. To nie było przecież najważniejsze.
** Marisa **
Obudził mnie potworny ból głowy. Chciałam otworzyć oczy, ale bolało jeszcze bardziej. Co się stało ? Gdzie ja jestem ? Zadawałam sobie milion pytań, na które nie znałam odpowiedzi. Nie potrafiłam sobie przypomnieć co się właściwie stało. Wyczuwałam bardzo dziwny zapach. Ogólnie pomieszczenie dziwnie śmierdziało. Jakimiś lekami czy coś.
Postanowiłam powoli otworzyć oczy, by odpowiedzieć sobie na chociaż jedno nurtujące pytanie. Oślepiające lampy wcale nie ułatwiały mi tego zadania. Minęło sporo czasu, aż się przyzwyczaiłam. Ujrzałam na swojej nodze gips, a gdy chciałam ruszyć ręką poczułam opór. Tam też byłam zagipsowana. Co się do cholery wydarzyło i dlaczego leżę w tym odrażającym miejscu ?
- Marisa ! W końcu się obudziłaś. Tak się baliśmy - od razu rozpoznałam ten głos, chociaż tak krótko go znam.
- Cześć chłopaki. Miło was widzieć. Może wy powiecie mi co się stało ?
- Nic nie pamiętasz ? - Nev złapał mnie za zdrową rękę i usiadł obok mnie.
- Ostatnie co pamiętam to, że zła wsiadłam do taksówki. Chciałam wrócić do domu... To tyle ...
- Mariso.. Miałaś wypadek. Wjechał w was jakiś pijany dupek. Kierowca taksówki jest w stanie krytycznym, więc nawet nie wiesz jak bardzo się cieszymy, że jesteś cała - Max ucałował mnie w czoło i również zajął miejsce obok mnie.
- Victor niedługo powinien się tu zjawić - dodał ciszej drugi.
- Co ?! - krzyknęłam i gwałtownie się podniosłam, co nie było dobrym posunięciem. Poczułam nagły ból, który powalił mnie z powrotem do łóżka. - Po co on tutaj ?! Przecież ma kolejne bardzo ważne spotkanie, jak zawsze ... - warknęłam.
- Zależy mu na Tobie, jesteśmy tego pewni. Po prostu bał się ... - przerwało mu pukanie. Do pomieszczenia wszedł średniego wzrostu, delikatnie umięśniony brunet. Wydawało mi się, że skądś go kojarzę, że widzę go już nie pierwszy raz. Tylko skąd mogłam znać takiego przystojniaka ? Może na prawdę od tego wypadku pomieszało mi się w głowie ?
- Cześć ... - odezwał się i wtedy byłam pewna kim on jest, a przynajmniej poznałam jego głos.