***
W końcu nadszedł ten dzień. To dziś mieli do mnie przyjechać Nev i Max. Wysprzątałam całe mieszkanie, by jakoś szybciej minął mi ten czas oczekiwania. Krążyłam nerwowo po całym domu, aż nareszcie przybyło moje wybawienie. Usłyszałam dzwonek do drzwi. W lustrze na korytarzu poprawiłam fryzurę i nacisnęłam klamkę. Za drzwiami stało dwóch uśmiechniętych mężczyzn, których kojarzyłam z telewizji i z którymi rozmawiałam ostatnio na skype. Byli równie przystojni jak na szklanym ekranie.
- Cześć Marisa !
- Nev, Max ! Nawet nie wiecie, jak się cieszę, że przyjechaliście ! - uściskałam ich z wrażenia, lecz po chwili zrobiło mi się głupio i automatycznie się cofnęłam.
- My też się cieszymy, że możemy Cię poznać. Ci ludzie za nami to ekipa MTV, która spędzi z nami kilka dni, kręcąc ten materiał. - przywitawszy się, wpuściłam ich do środka.
- Śliczne mieszkanko - powiedział Nev rozglądając się dookoła - I oczywiście bardzo ładnie wyglądasz.
Czyżby ze mną flirtował, czy to po prostu z grzeczności ? Przecież przyjechali tutaj pomóc mi rozgryźć Victora.
- To teraz Mariso, pokaż nam twojego wybranka - zaśmiał się Max, cały czas trzymając w dłoniach małą kamerkę.
Usiadłam do komputera i na facebooku wpisałam dobrze znane mi imię oraz nazwisko. Pokazałam chłopakom jego zdjęcia. Nie do końca rozumieli co pisze, bo przecież nie znali hiszpańskiego, więc musiałam im wszystko tłumaczyć.
- I to wszystko co o nim wiesz ? Może opowiedz nam coś o nim.
- Tak jak już wam wcześniej wspomniałam. Jest modelem, dlatego nie ma czasu się spotkać. Pochodzi z Las Palmas, tam się wychował, a teraz podróżuje po całej Hiszpanii. Rozmawiamy codziennie. Zazwyczaj późnym wieczorem. Jest ode mnie dwa lata starszy, a tyle już osiągnął - na koniec dość mocno się zamyśliłam.
- Halo, kontaktujesz ? - Nev zaczął machać mi ręką przed oczami.
- Tak, tak. Przepraszam - zarumieniłam się i kontynuowałam - Niby znam go rok, ale tak na prawdę nie za wiele o nim wiem. Bardzo chciałabym go zobaczyć, ale .. No właśnie, zawsze jest jakieś "ale". Nawet nie wiecie jakie to jest irytujące.
- Uwierz mi, dobrze Cię rozumiem. Sam złapałem się na takiej znajomości. Nie wiem czy o tym słyszałaś. Poznałem dziewczynę w internecie. Poznaliśmy się na facebooku, a gdy zobaczyłem ją na żywo... - zrobił pauzę - okazała się całkowicie inną dziewczyną. Przyjaźnimy się, ale od tamtej pory chcę pomóc wszystkim, którzy zawierają takie znajomości - widząc moją minę szybko dodał - Jednakże mam nadzieję, że Victor okaże się tym za kogo się podaje. Musisz w to uwierzyć. Chociaż musisz być też gotowa na rozczarowanie. Jesteś tego świadoma ?
To co powiedział odrobinę mnie przeraziło. Tak bardzo nie chciałabym, żeby i mnie to spotkało. Pragnęłam by okazała się tym za kogo się podaje. Nie wiem czy dałabym sobie radę, gdyby tak nie było. Jakbym się zachowała ? Może sparaliżowałby mnie paniczny strach, a może uciekłabym bez czekania na wyjaśnienia ? Teraz nie było już odwrotu. Byłam gotowa.
- Tak bardzo się boję - wydusiłam z siebie nieśmiało.
- Nie masz czego się bać - oboje przytulili mnie i starali się pocieszyć. Czułam ich wsparcie. Mimo tego, że wcale mnie nie znali, to przejęli się moją historią.
- To my jedziemy do hotelu i spróbujemy się czegoś o nim dowiedzieć. - Max podniósł się i czekał na kolegę.
- Dacie mi znać, jak tylko czegoś się dowiecie ?
- Oczywiście. Nie martw się, możesz na nas liczyć - Nev przytulił mnie ponownie, po czym zostawili mnie samą.
* Coral*
Siedziałam zamyślona w pobliskiej kawiarni czekając na niego. Jak zwykle przyszłam za wcześnie. Takie było już moje przyzwyczajenie. Wiedziałam, że do Mari mieli przyjechać ci z telewizji, więc nie mogłam do niej zadzwonić. Zostało mi tylko oczekiwać wiadomości od przyjaciółki. Jaki zbieg okoliczności. Zawsze muszę czekać. No nic.
Moje przemyślenia przerwał wysoki mężczyzna z dwudniowym zarostem. To właśnie na niego czekałam. Uśmiechnął się do mnie uroczo i całując mnie w policzek, usiadł na przeciwko.
- Spóźniłem się ? Długo czekasz ? - od razu zarzucił mnie pytaniami, ale mi to wcale nie przeszkadzało. Uwielbiałam słuchać jego akcentu jak mówił po hiszpańsku. Jak się wcześniej dowiedziałam, pochodził z Nowego Jorku, ale od 10 roku życia mieszkał w Hiszpanii. Zastanawiałam się, jak w ogóle mógł na mnie zwrócić uwagę.
- Nie, spokojnie - uśmiechnęłam się promiennie - Przed chwilą przyszłam - skłamałam.
- To się cieszę. Nie pozwoliłbym, żeby taka piękna istotka musiała na mnie czekać. To ja powinienem być tutaj pierwszy i czekać na Ciebie. - tym razem to on obdarował mnie cudownym uśmiechem, który sprawiał, że nogi miałam jak z waty.
***
Po wypiciu gorącej herbaty Calvin postanowił zabrać mnie w jego ulubione miejsce. Wsiedliśmy do jego samochodu i ruszył. Musiałam przyznać, że jak na faceta to jeździł bardzo ostrożnie. Nie bałam się z nim jechać, jak z moimi byłymi. Oni zawsze jeździli jak piraci drogowi. I pewnie poniekąd dlatego już z nie jestem.
W drodze spędziliśmy około godziny, ale nie było to dla mnie utrapienie. Cały czas rozmawialiśmy. Tematy wcale nam się nie kończyły. Gdybyśmy musieli jechać jeszcze kilka godzin, to na pewno nie byłby to czas stracony.
Nagle Calvin zaczął zwalniać, a droga przed nami robiła się coraz bardziej magiczna. Aż w końcu dojechaliśmy do polany, gdzie liście na drzewach miały czerwony kolor. Wszystko wyglądało bajecznie. Same czerwone liście. Na początku pomyślałam, że piękną mamy jesień, ale przecież był to początek lipca. Jak to możliwe, że w lato było tak barwnie ?
- I jak ci się tu podoba ? - spytał spoglądając na mnie.
- Tu jest ... brakuje mi słów - rozejrzałam się wokół i nadal nie wierzyłam w to co widzę. Czułam się jakbym była w innym świecie. W bajkowym świecie.
Calvin wysiadł z samochodu i otworzył bagażnik. Wyciągnął z niego koc i piknikowy koszyk. Podszedł do mnie i chwyciwszy mnie za rękę, poszliśmy przed siebie.
W drodze spędziliśmy około godziny, ale nie było to dla mnie utrapienie. Cały czas rozmawialiśmy. Tematy wcale nam się nie kończyły. Gdybyśmy musieli jechać jeszcze kilka godzin, to na pewno nie byłby to czas stracony.
Nagle Calvin zaczął zwalniać, a droga przed nami robiła się coraz bardziej magiczna. Aż w końcu dojechaliśmy do polany, gdzie liście na drzewach miały czerwony kolor. Wszystko wyglądało bajecznie. Same czerwone liście. Na początku pomyślałam, że piękną mamy jesień, ale przecież był to początek lipca. Jak to możliwe, że w lato było tak barwnie ?
- I jak ci się tu podoba ? - spytał spoglądając na mnie.
- Tu jest ... brakuje mi słów - rozejrzałam się wokół i nadal nie wierzyłam w to co widzę. Czułam się jakbym była w innym świecie. W bajkowym świecie.
Calvin wysiadł z samochodu i otworzył bagażnik. Wyciągnął z niego koc i piknikowy koszyk. Podszedł do mnie i chwyciwszy mnie za rękę, poszliśmy przed siebie.