poniedziałek, 17 lutego 2014

Rozdział 8

music ]

Upadłam na podłogę rycząc jak głupia. Nie wiedziałam co powinnam teraz zrobić. Jak on mógł kolejny raz mi odmówić ? Czy nie mógłby powiedzieć wprost, że po prostu nie chce się ze mną spotkać ? A może to ja powinnam coś z tym zrobić ? Miałam już dość tego czekania, aż łaskawie zgodzi się na spotkanie. To mnie przerosło. W jednej chwili zdecydowałam się zrobić następny krok. Zdecydowałam się zerwać tą znajomość. Tak, to jest to ! Podniosłam się z podłogi i jak najszybciej spakowałam swoje rzeczy. Wyłączyłam mikroport i odłożyłam go na łóżku. Nie chciałam brać już udziału w tej całej szopce, ze mną i jakimś wymyślonym facetem w roli głównej. 
Zbiegłam na dół i złapałam pierwszą lepszą taksówkę. Podałam kierowcy cel podróży i wygodnie rozsiadłam się na tylnym siedzeniu. Włożyłam słuchawki do uszu i zamykając oczy, włączyłam muzykę najgłośniej jak się dało. Nie chciałam spędzić w tym mieście ani godziny więcej. To było ponad moje siły. 
Chwilę później poczułam ostre hamowanie i otwierając oczy ujrzałam samochód jadący prosto w nas. To było ostatnie co zobaczyłam.

** Nev i Max **

Już wychodziliśmy z hotelu, gdy nagle wpadliśmy na pomysł by sprawdzić taksówkę, którą odjechała Marisa. Poprosiliśmy pracownika, by spróbował spisać z nagrania jego numery rejestracyjne i wyłapał z jakiej firmy była ta taksówka. Udało się ! Niecałe 20 minut później Max złapał za telefon i już do nich dzwonił.
- Dzień Dobry, nazywam się Max Joseph i dzwonię w sprawie taksówki o numerach [ cenzura ].
- Proszę mi wybaczyć, ale nie mogę udzielić Panu żadnych informacji - kobieta o donośnym głosie przerwała mi.
- Rozumiem, ale wraz z ekipą MTV kręcimy program Catfish i zaginęła jedna z uczestniczek. Prawdopodobnie odjechała właśnie tą taksówką. Mogłaby Pani sprawdzić dokąd miała kurs ? Proszę nam pomóc. - próbował ją przekonać, ale było ciężko. Kobieta była nieugięta. 
Po chwili usłyszeliśmy przerażony krzyk kobiety.
- Co się stało ? Wszystko w porządku ? Proszę Pani ... ?
- Przepraszam, ale ... kierowca podanej przez państwa taksówki miał wypadek. Trafił do szpitala w stanie krytycznym. Właśnie nas o tym poinformowano. Niestety nie wiemy czy ktoś z nim był. 
Nie spodziewaliśmy się usłyszeć takiej informacji. Nasze serca na chwilę stanęły. Operatorzy kamer natychmiast przestali nagrywać i sami pobledli na twarzach. 
Poprosiliśmy pracownika o książkę telefoniczną i zaczęliśmy obdzwaniać wszystkie szpitale w Las Palmas de Gran Canaria. Trochę tego było, ale w końcu chyba znaleźliśmy odpowiedni szpital. Uprzejma Pani pielęgniarka zrobiła dla nas wyjątek i sprawdziła kartę przyjęć. Niestety miała dla nas nie pocieszające informacje. 
- Jedziemy ! - Nev ponaglał całą ekipę. Wiedzieliśmy już gdzie mamy jechać. Marisa wylądowała w szpitalu, ale to jedyne co wiedzieliśmy. Więcej nie mogła nam powiedzieć. Zaczęliśmy się na prawdę martwić. Nie mieliśmy pojęcia w jakim stanie ją zobaczymy. 

***

Siedzieliśmy wszyscy przed salą operacyjną i oczekiwaliśmy jej lekarza. Mieliśmy nadzieję, że dowiemy się czegoś o jej obecnym stanie. W drodze do szpitala Max zdążył zadzwonić do Victora. Był bardzo roztrzęsiony. Obiecał, że przyjedzie jak najszybciej. Faktycznie przejął się tym co usłyszał. Niestety miał się tu pojawić dopiero za kilka godzin. Był w innym mieście i nie mógł złapać wcześniejszego samolotu. Sami zaczęliśmy się zastanawiać, czy to prawda i czy na pewno do niej przyjedzie. 
Oparliśmy głowę na dłoniach i zaczęliśmy przyglądać się posadzce, żeby nie myśleć o najgorszym. To nas powoli wykańczało. Byliśmy zmęczeni kilku godzinnym oczekiwaniem, ale nie mogliśmy jej zostawić. Żadne z nas by tego nie zrobiło. 
W końcu usłyszeliśmy otwierające się drzwi i ujrzeliśmy idącego w naszą stronę lekarza. Był młody, wysoki i dokładnie ogolony. Widać było po nim, że również był bardzo zmęczony.
- Panowie do Marisy Bourié Saldías ? 
- Tak. Panie doktorze, co z nią ? - poderwaliśmy się nerwowo z krzeseł - Będziemy mogli ją zobaczyć ?
- Już wszystko dobrze. Operacja się udała. Musieliśmy jej nastawić bark i zoperować jej kolano. Dziewczyna jest bardzo poobijana i wycieńczona. Miała dużo szczęścia. Zaraz zostanie przewieziona do sali, jak się obudzi będą mogli Panowie ją zobaczyć. Proszę jej tylko nie pozwolić za bardzo się przemęczać. Żadnych gwałtownych ruchów. Najlepiej, żeby nie wychodziła z łóżka.
- Dobrze, dziękujemy - uścisnęliśmy mu dłoń i nadal czekaliśmy, aż będziemy mogli ją zobaczyć. Na szczęście niż poważnego się jej nie stało. W tym momencie nie przejmowaliśmy się nagrywaniem programu. To nie było przecież najważniejsze. 

** Marisa **

Obudził mnie potworny ból głowy. Chciałam otworzyć oczy, ale bolało jeszcze bardziej. Co się stało ? Gdzie ja jestem ? Zadawałam sobie milion pytań, na które nie znałam odpowiedzi. Nie potrafiłam sobie przypomnieć co się właściwie stało. Wyczuwałam bardzo dziwny zapach. Ogólnie pomieszczenie dziwnie śmierdziało. Jakimiś lekami czy coś. 
Postanowiłam powoli otworzyć oczy, by odpowiedzieć sobie na chociaż jedno nurtujące pytanie. Oślepiające lampy wcale nie ułatwiały mi tego zadania. Minęło sporo czasu, aż się przyzwyczaiłam. Ujrzałam na swojej nodze gips, a gdy chciałam ruszyć ręką poczułam opór. Tam też byłam zagipsowana. Co się do cholery wydarzyło i dlaczego leżę w tym odrażającym miejscu ?
- Marisa ! W końcu się obudziłaś. Tak się baliśmy - od razu rozpoznałam ten głos, chociaż tak krótko go znam.
- Cześć chłopaki. Miło was widzieć. Może wy powiecie mi co się stało ? 
- Nic nie pamiętasz ? - Nev złapał mnie za zdrową rękę i usiadł obok mnie.
- Ostatnie co pamiętam to, że zła wsiadłam do taksówki. Chciałam wrócić do domu... To tyle ...
- Mariso.. Miałaś wypadek. Wjechał w was jakiś pijany dupek. Kierowca taksówki jest w stanie krytycznym, więc nawet nie wiesz jak bardzo się cieszymy, że jesteś cała - Max ucałował mnie w czoło i również zajął miejsce obok mnie.
- Victor niedługo powinien się tu zjawić - dodał ciszej drugi.
- Co ?! - krzyknęłam i gwałtownie się podniosłam, co nie było dobrym posunięciem. Poczułam nagły ból, który powalił mnie z powrotem do łóżka. - Po co on tutaj ?! Przecież ma kolejne bardzo ważne spotkanie, jak zawsze ... - warknęłam.
- Zależy mu na Tobie, jesteśmy tego pewni. Po prostu bał się ... - przerwało mu pukanie. Do pomieszczenia wszedł średniego wzrostu, delikatnie umięśniony brunet. Wydawało mi się, że skądś go kojarzę, że widzę go już nie pierwszy raz. Tylko skąd mogłam znać takiego przystojniaka ? Może na prawdę od tego wypadku pomieszało mi się w głowie ?
- Cześć ... - odezwał się i wtedy byłam pewna kim on jest, a przynajmniej poznałam jego głos.


niedziela, 9 lutego 2014

Rozdział 7

music ]

- No Mari, nie stresuj się. Wszystko będzie dobrze - pocieszała mnie Coral, podczas wizyty w salonie piękności. Po co tak na prawdę to robiłam ? Przecież spodobałam mu się bez tego wszystkiego. Przynajmniej tak mi się wydaje. Na zdjęciu, które mu wysłałam, nie miałam nie wiadomo jakiej ilości makijażu. Zawsze starałam się być naturalna i chyba mi to wychodziło.
W tym samym czasie Nev i Max zrobili sobie dzień wolnego, i postanowili zwiedzić nasze piękne miasto. Tak bardzo im zazdrościłam. O wiele bardziej wolałabym być teraz z nimi i robić za ich przewodnika, niż siedzieć w tym salonie, poddając się wymyślnym zabiegom. Lecz ... Dobrze zrobiłam. Uwielbiałam spędzać czas z przyjaciółką. To ona dodawała mi otuchy w najgorszych momentach. Teraz też to robiła. Tak potwornie się bałam tego spotkania z nim. Bałam się, że okaże się kimś całkiem innym, a mi podobał się taki jaki był. Z drugiej strony, co by było jakby wcale nie wysłał mi swojego zdjęcia. Przecież zakochałam się w tym jak i co do mnie pisał. To było ważniejsze. Dbał o mnie i troszczył się. Tylko czy wybaczyłabym mu kłamstwo ?

***

W trójkę wsiedliśmy do samochodu, który miał odwieźć nas na lotnisko. Nerwy zaczęły zżerać mnie od środka. Max usiadł obok mnie i delikatnie objął mnie ramieniem. Widział jak bardzo się stresowałam. Byłam mu za to wdzięczna. Podziękowałam mu uśmiechem, ale chwile później odsunęłam się i przycisnęłam czoło do zimnej szyby. Poczułam ukojenie. Chłód na rozgrzanej skórze działał lepiej niż tabletka przeciwbólowa. 
Sama podróż samolotem była również przytłaczająca. Co chwilę spoglądałam na zegarek i odliczałam godziny do spotkania. Na szczęście, a może i nieszczęście mieliśmy się spotkać dopiero następnego dnia. Tak więc czekały mnie jeszcze przynajmniej 24 godziny obawy. 
W hotelu wcale nie było lepiej. Najpierw poszliśmy do swoich pokoi. Nev z Maxem mieli go zaraz obok mojego, w razie gdyby coś się nagle zmieniło. Niecałe pół godziny po rozpakowaniu się, usłyszałam pukanie do pokoju hotelowego.
- O wilku mowa - powiedziałam na głos, gdy zobaczyłam wcześniej wspominanych mężczyzn. 
- Aż tak bardzo na nas czekałaś ? - uśmiechnął się jeden z nich, a drugi wybuchł śmiechem. 
- Dobra dobra, nie wmawiajcie sobie. Coś się stało ? - spytałam, gdy w końcu się uspokoili.
- Zmierzaliśmy właśnie na dół do restauracji. Może zjesz z nami ? 
- Jasne, czemu nie.
Już miałam zatrzasnąć drzwi, gdy nagle Max wyskoczył ze swoją myślą jak Filip z konopi.
- Weź ze sobą telefon, w razie W.
- W razie czego ? - spojrzałam na niego zdziwiona i odrobinę zagubiona. Co on do cholery wygaduje ?
- Nie wiem, słyszałem to w jakimś polskim filmie. Przetłumaczyli to jako nagły wypadek czy coś takiego. No nie ważne, weź telefon - wyszczerzył zęby.
Zrobiłam to o co mnie prosił i podążyłam za nimi.

***

Wracając z kolacji nagle rozdzwonił się mój telefon. Czekaliśmy właśnie na windę. 
- A nie mówiłem ? - wtrącił się Max, ale nie słuchałam go w tym momencie. Dzwonił Victor, więc skupiłam się tylko na tym. Co takiego ważnego miał mi do powiedzenia ? Może sam nie potrafił się doczekać jutrzejszego spotkania ? 
- Zostawicie mnie na chwilę samą ? Albo nie, przejdę się schodami. To będzie dla mnie lepsze - uśmiechnęłam się pod nosem i odbierając ruszyłam w stronę schodów.
- No cześć. Coś się stało ? - zapytałam zniecierpliwiona.
- Hej Mariso. Jak Ci się podróż udała ? - w jego głosie słychać było zwątpienie. Byłam pewna w 100% że coś się stało. Tylko co ? Czyżby chciał przełożyć spotkanie ? Nie ! Na pewno nie.
- Pierwszy raz leciałam samolotem. Bałam się strasznie, ale już nie mogę się doczekać naszego spotkania. To już jutro. 
- Właśnie dlatego dzwonię. Nie wiem czy ...
- Nie, nie możesz mi tego zrobić. Victorze, proszę. Nie odwołuj spotkania - stanęłam nieopodal pokoju i oparłam się o ścianę. Nie potrafiłam przyjąć do siebie myśli, że mógłby to zrobić. Co takiego mu wypadło, że nagle zmienia zdanie? Może tak na prawdę nigdy mu się nie podobałam i teraz nie chce się ze mną spotkać ? 
- Bardzo mi przykro, ale jutro nie dam rady. Mam bardzo ważne zlecenie. Nie mogę go odwołać. - przerwał i czekał na moją reakcję. Tylko, że ja nie potrafiłam wydusić z siebie ani jednego dźwięku, który przypominałby słowo. W tym momencie moje serce rozpadło się na miliony kawałków, a z oczu pociekły mi łzy. - Jesteś tam ? 
Nie odpowiedziałam. Rozłączyłam się. Nie chciałam już z nim rozmawiać. Bo niby co takiego mogłabym mu powiedzieć ? Że zawiodłam się na nim i czuję się jak wystawiona do wiatru idiotka ? 

** Nev **

Wróciliśmy do siebie, ale czułem, że coś jest nie tak. Marisa miała do nas przyjść jak tylko skończy rozmawiać, a nie było jej już z półtorej godziny. Przebrałem się ze sportowego ubrania i założyłem bardziej wyjściowe. Postanowiłem sprawdzić co się dzieje z dziewczyną. W tym samym momencie ktoś zaczął się do nas dobijać. Mieliśmy nadzieję, że to ona, ale ujrzeliśmy naszego kamerzystę.
- Chłopaki, chodźcie szybko ! Dziewczynie się coś stało. Nie ma jej w swoim pokoju i nigdzie nie potrafimy jej znaleźć. Jej mikroport jest wyłączony, a w pokoju, nie ma żadnych bagaży. Coś się musiało jej stać.
- Co takiego ?! - oboje zamarliśmy. Nigdy nic takiego się nam nie zdarzyło. Nie mieliśmy pojęcia dokąd mogła uciec. O ile uciekła. 
Wybiegliśmy z pokoju i zaczęliśmy jej szukać po korytarzach. Zaczęliśmy od samego dołu, lecz nigdzie nie mogliśmy jej znaleźć. Postanowiliśmy więc podejść na recepcje, by sprawdzić monitoring. To co zobaczyliśmy jeszcze bardziej nas zaniepokoiło. Zobaczyliśmy na ekranie jak dziewczyna wychodzi z hotelu i wsiada do jakiejś taksówki. Nie mieliśmy pojęcia dokąd zamierzała się udać. Max próbował do niej dzwonić, ale to wszystko poszło na marne. Została jeszcze jedna szansa. Victor.
- Witaj Victorze, tutaj Max z programu Catfish. Rozmawialiśmy już ze sobą wcześniej. - odebrał po kilku sygnałach, a w tle słychać było jakąś zgraje facetów.
- Tak wiem, pamiętam. W czym mogę wam pomóc ?
- Rozmawiałeś dzisiaj z Marisą, a teraz ona zniknęła. Wiesz coś o tym ? - nastała cisza. Nikt po drugiej stronie telefonu się nie odzywał. Słychać było jedynie jego przyśpieszony oddech. - Victorze, odezwij się.
- Przepraszam, ale nic mi o tym nie wiadomo. Owszem, dzwoniłem do niej by przełożyć spotkanie, ale wtedy ona się rozłączyła. Nic więcej nie wiem. Nie mówiła nic o tym co zamierza zrobić. Przykro mi.
- Rozumiem. Jak się czegoś dowiemy, to damy Ci znać.
No to teraz znaliśmy powód jej ucieczki i wiedzieliśmy gdzie się udała. Lotnisko. To tam mogliśmy ją znaleźć. Na pewno zamierzała wrócić do domu, odpuścić. W sumie jej się nie dziwiłem. Facet wymigiwał się od spotkania tyle razy, aż w końcu nie wytrzymała. 


Najlepsze