niedziela, 9 lutego 2014

Rozdział 7

music ]

- No Mari, nie stresuj się. Wszystko będzie dobrze - pocieszała mnie Coral, podczas wizyty w salonie piękności. Po co tak na prawdę to robiłam ? Przecież spodobałam mu się bez tego wszystkiego. Przynajmniej tak mi się wydaje. Na zdjęciu, które mu wysłałam, nie miałam nie wiadomo jakiej ilości makijażu. Zawsze starałam się być naturalna i chyba mi to wychodziło.
W tym samym czasie Nev i Max zrobili sobie dzień wolnego, i postanowili zwiedzić nasze piękne miasto. Tak bardzo im zazdrościłam. O wiele bardziej wolałabym być teraz z nimi i robić za ich przewodnika, niż siedzieć w tym salonie, poddając się wymyślnym zabiegom. Lecz ... Dobrze zrobiłam. Uwielbiałam spędzać czas z przyjaciółką. To ona dodawała mi otuchy w najgorszych momentach. Teraz też to robiła. Tak potwornie się bałam tego spotkania z nim. Bałam się, że okaże się kimś całkiem innym, a mi podobał się taki jaki był. Z drugiej strony, co by było jakby wcale nie wysłał mi swojego zdjęcia. Przecież zakochałam się w tym jak i co do mnie pisał. To było ważniejsze. Dbał o mnie i troszczył się. Tylko czy wybaczyłabym mu kłamstwo ?

***

W trójkę wsiedliśmy do samochodu, który miał odwieźć nas na lotnisko. Nerwy zaczęły zżerać mnie od środka. Max usiadł obok mnie i delikatnie objął mnie ramieniem. Widział jak bardzo się stresowałam. Byłam mu za to wdzięczna. Podziękowałam mu uśmiechem, ale chwile później odsunęłam się i przycisnęłam czoło do zimnej szyby. Poczułam ukojenie. Chłód na rozgrzanej skórze działał lepiej niż tabletka przeciwbólowa. 
Sama podróż samolotem była również przytłaczająca. Co chwilę spoglądałam na zegarek i odliczałam godziny do spotkania. Na szczęście, a może i nieszczęście mieliśmy się spotkać dopiero następnego dnia. Tak więc czekały mnie jeszcze przynajmniej 24 godziny obawy. 
W hotelu wcale nie było lepiej. Najpierw poszliśmy do swoich pokoi. Nev z Maxem mieli go zaraz obok mojego, w razie gdyby coś się nagle zmieniło. Niecałe pół godziny po rozpakowaniu się, usłyszałam pukanie do pokoju hotelowego.
- O wilku mowa - powiedziałam na głos, gdy zobaczyłam wcześniej wspominanych mężczyzn. 
- Aż tak bardzo na nas czekałaś ? - uśmiechnął się jeden z nich, a drugi wybuchł śmiechem. 
- Dobra dobra, nie wmawiajcie sobie. Coś się stało ? - spytałam, gdy w końcu się uspokoili.
- Zmierzaliśmy właśnie na dół do restauracji. Może zjesz z nami ? 
- Jasne, czemu nie.
Już miałam zatrzasnąć drzwi, gdy nagle Max wyskoczył ze swoją myślą jak Filip z konopi.
- Weź ze sobą telefon, w razie W.
- W razie czego ? - spojrzałam na niego zdziwiona i odrobinę zagubiona. Co on do cholery wygaduje ?
- Nie wiem, słyszałem to w jakimś polskim filmie. Przetłumaczyli to jako nagły wypadek czy coś takiego. No nie ważne, weź telefon - wyszczerzył zęby.
Zrobiłam to o co mnie prosił i podążyłam za nimi.

***

Wracając z kolacji nagle rozdzwonił się mój telefon. Czekaliśmy właśnie na windę. 
- A nie mówiłem ? - wtrącił się Max, ale nie słuchałam go w tym momencie. Dzwonił Victor, więc skupiłam się tylko na tym. Co takiego ważnego miał mi do powiedzenia ? Może sam nie potrafił się doczekać jutrzejszego spotkania ? 
- Zostawicie mnie na chwilę samą ? Albo nie, przejdę się schodami. To będzie dla mnie lepsze - uśmiechnęłam się pod nosem i odbierając ruszyłam w stronę schodów.
- No cześć. Coś się stało ? - zapytałam zniecierpliwiona.
- Hej Mariso. Jak Ci się podróż udała ? - w jego głosie słychać było zwątpienie. Byłam pewna w 100% że coś się stało. Tylko co ? Czyżby chciał przełożyć spotkanie ? Nie ! Na pewno nie.
- Pierwszy raz leciałam samolotem. Bałam się strasznie, ale już nie mogę się doczekać naszego spotkania. To już jutro. 
- Właśnie dlatego dzwonię. Nie wiem czy ...
- Nie, nie możesz mi tego zrobić. Victorze, proszę. Nie odwołuj spotkania - stanęłam nieopodal pokoju i oparłam się o ścianę. Nie potrafiłam przyjąć do siebie myśli, że mógłby to zrobić. Co takiego mu wypadło, że nagle zmienia zdanie? Może tak na prawdę nigdy mu się nie podobałam i teraz nie chce się ze mną spotkać ? 
- Bardzo mi przykro, ale jutro nie dam rady. Mam bardzo ważne zlecenie. Nie mogę go odwołać. - przerwał i czekał na moją reakcję. Tylko, że ja nie potrafiłam wydusić z siebie ani jednego dźwięku, który przypominałby słowo. W tym momencie moje serce rozpadło się na miliony kawałków, a z oczu pociekły mi łzy. - Jesteś tam ? 
Nie odpowiedziałam. Rozłączyłam się. Nie chciałam już z nim rozmawiać. Bo niby co takiego mogłabym mu powiedzieć ? Że zawiodłam się na nim i czuję się jak wystawiona do wiatru idiotka ? 

** Nev **

Wróciliśmy do siebie, ale czułem, że coś jest nie tak. Marisa miała do nas przyjść jak tylko skończy rozmawiać, a nie było jej już z półtorej godziny. Przebrałem się ze sportowego ubrania i założyłem bardziej wyjściowe. Postanowiłem sprawdzić co się dzieje z dziewczyną. W tym samym momencie ktoś zaczął się do nas dobijać. Mieliśmy nadzieję, że to ona, ale ujrzeliśmy naszego kamerzystę.
- Chłopaki, chodźcie szybko ! Dziewczynie się coś stało. Nie ma jej w swoim pokoju i nigdzie nie potrafimy jej znaleźć. Jej mikroport jest wyłączony, a w pokoju, nie ma żadnych bagaży. Coś się musiało jej stać.
- Co takiego ?! - oboje zamarliśmy. Nigdy nic takiego się nam nie zdarzyło. Nie mieliśmy pojęcia dokąd mogła uciec. O ile uciekła. 
Wybiegliśmy z pokoju i zaczęliśmy jej szukać po korytarzach. Zaczęliśmy od samego dołu, lecz nigdzie nie mogliśmy jej znaleźć. Postanowiliśmy więc podejść na recepcje, by sprawdzić monitoring. To co zobaczyliśmy jeszcze bardziej nas zaniepokoiło. Zobaczyliśmy na ekranie jak dziewczyna wychodzi z hotelu i wsiada do jakiejś taksówki. Nie mieliśmy pojęcia dokąd zamierzała się udać. Max próbował do niej dzwonić, ale to wszystko poszło na marne. Została jeszcze jedna szansa. Victor.
- Witaj Victorze, tutaj Max z programu Catfish. Rozmawialiśmy już ze sobą wcześniej. - odebrał po kilku sygnałach, a w tle słychać było jakąś zgraje facetów.
- Tak wiem, pamiętam. W czym mogę wam pomóc ?
- Rozmawiałeś dzisiaj z Marisą, a teraz ona zniknęła. Wiesz coś o tym ? - nastała cisza. Nikt po drugiej stronie telefonu się nie odzywał. Słychać było jedynie jego przyśpieszony oddech. - Victorze, odezwij się.
- Przepraszam, ale nic mi o tym nie wiadomo. Owszem, dzwoniłem do niej by przełożyć spotkanie, ale wtedy ona się rozłączyła. Nic więcej nie wiem. Nie mówiła nic o tym co zamierza zrobić. Przykro mi.
- Rozumiem. Jak się czegoś dowiemy, to damy Ci znać.
No to teraz znaliśmy powód jej ucieczki i wiedzieliśmy gdzie się udała. Lotnisko. To tam mogliśmy ją znaleźć. Na pewno zamierzała wrócić do domu, odpuścić. W sumie jej się nie dziwiłem. Facet wymigiwał się od spotkania tyle razy, aż w końcu nie wytrzymała. 


2 komentarze:

  1. ;C
    Płaczę
    Mam nadziej że ona tylko chciała uciec a nie zrobić sobie krzywdę...

    OdpowiedzUsuń
  2. Co za dupek! Zabić to mało -.-
    Mam nadzieje, że nic sobie nie zrobiła i pokaże mu jakim jest dupkiem..
    Troskliwi moi Nev i Max <3
    I kochana Coral ;)

    OdpowiedzUsuń

Najlepsze