Siedziałam znużona w swoim pokoju. Jakie moje życie było
ekscytujące. Prawie, że wcale. Codziennie ta sama rutyna. Nawet pracy znaleźć
nie mogłam. Siedziałam tylko w domu i próbowałam znaleźć sobie jakieś zajęcie.
Z drugiej strony, nikt nie potrzebował do pracy dziewiętnastolatki bez
doświadczenia. Jedyne co mogłam robić to iść na zmywak.
- Mariiiiii ! Dzisiaj mecz Betisu, idziemy ?! -
zadzwoniła podekscytowana Coral. No tak, nasz lokalny klub rozgrywał dzisiaj
mecz z Realem Madryt. Lubiłyśmy chodzić na mecze, a tym bardziej gdy grali z
takimi przeciwnikami jak Real Madryt, FC Barcelona czy drugi lokalny klub
Sevilla FC. Derby Sevilli były najbardziej wyczekiwanym dniem dla kibiców obu klubów.
- Jasne ! Nie odpuszczę meczu z Realem ! Będę u Ciebie za godzinę - powiedziałam i od razu zaczęłam szukać swojej klubowej koszulki. Wyciągnęłam również jasne jeansy i koturny. Włosy upięłam w kok, zrobiłam sobie lekki makijaż. Po tym wszystkim byłam gotowa do wyjścia. Minęło dopiero 15 minut, a ode mnie do blondynki jechało się tyle samo czasu, więc zdecydowałam się na krótki spacer.
Szłam wąskimi uliczkami Sevilli. Uwielbiałam to miasto.
Mieszkam tutaj od małego. Już dawno przekonałam się, że jest to najpiękniejsze
miejsce w Hiszpanii. Kibice mojego klubu powoli zbierali się na stadion. My z
Coral nie musiałyśmy się śpieszyć, miałyśmy wykupione karnety na cały sezon.
Nasze miejsca były blisko ławek obu drużyn.
Stojąc pod blokiem przyjaciółki zadzwoniłam domofonem.
- Tak ? - spytała, a w tle słychać było jej psa. Lurti
szczekał jak oszalały. Nienawidził domofonów. Szczerze to mu się nie dziwiłam,
zawsze dzwonili jacyś dziwni ludzie, chcący roznieść ulotki na klatce. A
najczęściej jeszcze wszystkich tym budzili. Okropność !
- To ja ! - powiedziałam i od razu otworzyła. Teraz tylko
trzeba było wejść na to 4 piętro. Przy mojej kondycji, chwilę mi to zajęło. Tym
bardziej na tych butach.
Gdy udało mi się dotrzeć na sam szczyt, dyszałam jak
głupia, a chwilę później zaatakował mnie czarny kudłacz. Jak szalony merdał
ogonkiem na mój widok.
- Cześć Lurciak - poczochrałam jego futro i weszłam do
mieszkania - Cześć mamo, cześć tato
Krzyknęłam ściągając buty i podreptałam do pokoju
przyjaciółki. Zawsze się tak witałam z jej rodzicami. Dlaczego ? To śmieszna
historia, ale nie warta opowiedzenia.
- Jesteś w końcu. Nudziło mi się już - uśmiechnęła się,
ucałowała w policzek i chwyciła torebkę. Dopiero co weszłam, a już
wychodziłyśmy. Coralik miała na sobie koszulkę z tego samego sezonu, ale
domową. No to byłyśmy gotowe na mecz !
***
Usiadłyśmy na swoich miejscach i przyglądałyśmy się
zawodnikom wychodzącym na boisko. Z daleka wypatrzyłyśmy Rubena Castro, oraz
prześmiesznego Cristiano Ronaldo. Nie byłyśmy zadowolone z wyboru zawodników
obu drużyn na ten mecz. Damien Perquis siedział na ławce, Casillas, Varane,
Morata, Ruben Perez a nawet Pepe. Najbardziej brakowało nam Ramosa na boisku.
Miałyśmy nadzieję, na dużo lepsze składy. Widać było, przeciwnik lekceważył
naszą drużynę.
Pierwszy gwizdek i zaczęło się. Siedząc z pozostałymi
kibicami Realu Betis śpiewałyśmy klubowe piosenki. Wszystkie znałyśmy na
pamięć. Nie było się czemu dziwić, skoro stadion był naszym drugim domem.
Cieszyłyśmy się brakiem bramek prawie do końca pierwszej
połowy. Niestety wszystko zmieniło się w ostatnich sekundach, gdy Mesut Özil wykorzystał
naszą nieuwagę i strzelił gola. Zawodnicy Realu Madryt schodzili na przerwę z
wynikiem 1-0 dla nich.
Niestety w drugiej połowie wynik podwyższył Karim
Benzema. Zawodnicy Betisu powoli tracili nadzieję. Na szczęście przywrócił ją
Jorge Molina wykorzystujący rzut karny. Wróciliśmy do gry. Niestety nie udało
nam się podwyższyć wyniku. Obrona Madryckiego zespołu była za szczelna, tak jak
i w pierwszej połowie Mesut strzelił gola w ostatnich minutach.
Smutne wstałyśmy z naszych miejsc. Skierowałyśmy się do
wyjścia, lecz nagle ktoś na nas wpadł.
- A przeprosić to nie łaska ? - burknęłam, bo ten ktoś
nadepnął mnie bezczelnie.
- Przepraszam, nie zauważyłam Cię maleńka - usłyszałam i
podniosłam głowę, bo Coral nie przestawała mnie szturchać. Przede mną stał nikt
inny jak Sergio Ramos i jakiś młody zawodnik Realu. Dało się go poznać po
torbie z logiem. Nawet nie wiedziałam który na mnie wpadł, więc byłam zła na
obydwóch.
- Trzeba patrzeć pod nogi, a nie mieć głowę w chmurach -
fuknęłam i ruszyłam przed siebie. Przyjaciółka dołączyła do mnie po chwili z
wielkim rogalem na twarzy.
- Co ty taka nerwowa jesteś ? - spytała łapiąc mnie za
łokieć.
- Podeptał mnie i nie obchodzi mnie to kim on jest.
Powinien uważać jak stawia swoje wielkie stopy.
- Oj wyluzuj. Nie codziennie wpadasz na piłkarzy
wielkiego Realu Madryt.
- Yhy.. No, no. - zbagatelizowałam całą sprawę i starałam się unikać biegnących w ich stronę fanek.
***
[ Muzyka ]
Po meczu każda z nas wróciła do siebie do domu. Miałyśmy
inny plan, ale w drodze powrotnej poczułam się gorzej i wolałam wrócić do
siebie. Pomeczowe emocje nie szybko ze mnie zeszły, więc smutna zrobiłam sobie
gorącą relaksującą kąpiel. Dolałam waniliowego płynu, który przyjemnie pieścił
moje nozdrza. Oparłam głowę o wannę i zamknęłam oczy.
Przyśnił mi się Victor. Śniło mi się, że w końcu udało
nam się spotkać. Wyglądał jak na zdjęciach. Był cudowny. Tak samo romantyczny
jak w wirtualnym świecie. Poszliśmy do restauracji by móc świętować nasze
pierwsze spotkanie. Vic zamówił najlepsze wino i czekając na nie złapał mnie za
ręce. Wpatrywał się we mnie swoimi szarymi oczkami. Przysuwał się do mnie
bliżej i bliżej. Już prawie zbliżaliśmy się do siebie noskami.
- Marisa ! Telefon ! - obudził mnie krzyk mamy zza drzwi.
- Podasz mi go ?
Nie usłyszałam odpowiedzi, ale chwilę później weszła do
łazienki i podała mi nadal dzwoniący telefon.
- Dziękuję - szepnęłam w kierunku mamy - Tak słucham ?
- Witaj Mariso, nazywam się Nev. Nie mogliśmy z Maxem
złapać Cię na skypie, więc postanowiliśmy zadzwonić. - nie wierzę ! Nev do mnie
zadzwonił ! Przyjadą !
- Cześć Nev. Cały dzień nie było mnie w domu. Jeśli dacie
mi godzinkę, to możemy się zdzwonić.
- Tak będzie najlepiej, bo musimy nagrać rozmowę z Tobą.
To do usłyszenia.
- Do usłyszenia - rozłączyłam się i wyszłam z wanny.
Miałam godzinę by się wyszykować, bo tak jak teraz wyglądałam, to raczej nie
mogłabym wystąpić w telewizji. Właśnie ... Będę w telewizji ! Cholera ! Co ja
powinnam na siebie założyć ? Jak się umalować i jak ubrać ? W tej chwili
całkowicie zapomniałam, po co tak na prawdę się do nich zgłosiłam.
***
- Cześć chłopaki ! - zobaczyłam machającego Neva i Maxa.
Oboje byli uśmiechnięci, chociaż jak się później okazało, tam gdzie byli była
bardzo wczesna godzina.
- Cześć Mariso. Miło Cię w końcu zobaczyć. Chyba wiesz
dlaczego do Ciebie dzwonimy, prawda ?
- Oczywiście. Chcecie pomóc mi odnaleźć moją miłość -
zaśmiałam się.
- To opowiedz nam coś o Victorze. Jak się zaczęła wasza
znajomość ? - Max trzymał swoją małą kamerkę skierowaną na mnie co bardzo mnie dekoncentrowało.
Nie wiedziałam co mogę powiedzieć. Przecież tak na prawdę prawie nic o nim nie
wiedziałam. Znałam tylko jego imię i nazwisko. Kiedyś gdy chciałam mu wysłać
prezent na święta to podał mi numer skrytki na którą mam wysłać.
- Niewiele o nim wiem. Nazywa się Victor i mieszka na
wyspie. Las Palmas, mówi wam to coś ?
- Niestety nie zbyt - zaśmiali się i czekali na dalszą
opowieść.
- Poznałam go na portalu społecznościowym jakiś rok temu.
- I przez ten rok ani razu nie znalazł chwili, żeby się z
Tobą spotkać ?
- Nie - posmutniałam - Jest modelem i większość czasu spędza
w pracy, o ile tak to można nazwać. Dla mnie była by to przyjemność, a nie
praca. Co wydało mi się dziwne ? Prawie codziennie wychodził z przyjaciółmi na
jakieś promocje, czy cholera wie co. A dla mnie nie ma czasu.
- Przykro nam. Jak często ze sobą rozmawiacie ? - szybko
zmienił temat, za co mu dziękowałam.
- Prawie codziennie, najczęściej wieczorami, lecz nie
zawsze. Czasami specjalnie siedzę do północy, by chociaż kilka minut z nim
porozmawiać.
- Rozumiem. To co, widzimy się za 2 dni ! Jutro
wyjeżdżamy. Gotowa by poznać prawdę ? - szatyn uśmiechnął się promiennie i
widać, że oboje bardzo się cieszyli na tą wycieczkę. Sama bym się cieszyła,
gdybym mogła zwiedzić pół świata i pomóc innym.
- Oczywiście ! Przyjeżdżajcie, bo niedługo oszaleję ! -
pomachałam im na pożegnanie i zakończyliśmy rozmowę. Nareszcie ! Może niedługo
zobaczę mojego ukochanego ! Nie mogłam się doczekać. Cieszyłam się jak głupia
na samą myśl. Czas się przekonać im on na prawdę jest !