środa, 25 września 2013

Rozdział 3

Siedziałam znużona w swoim pokoju. Jakie moje życie było ekscytujące. Prawie, że wcale. Codziennie ta sama rutyna. Nawet pracy znaleźć nie mogłam. Siedziałam tylko w domu i próbowałam znaleźć sobie jakieś zajęcie. Z drugiej strony, nikt nie potrzebował do pracy dziewiętnastolatki bez doświadczenia. Jedyne co mogłam robić to iść na zmywak. 
- Mariiiiii ! Dzisiaj mecz Betisu, idziemy ?! - zadzwoniła podekscytowana Coral. No tak, nasz lokalny klub rozgrywał dzisiaj mecz z Realem Madryt. Lubiłyśmy chodzić na mecze, a tym bardziej gdy grali z takimi przeciwnikami jak Real Madryt, FC Barcelona czy drugi lokalny klub Sevilla FC. Derby Sevilli były najbardziej wyczekiwanym dniem dla kibiców obu klubów.
- Jasne ! Nie odpuszczę meczu z Realem ! Będę u Ciebie za godzinę - powiedziałam i od razu zaczęłam szukać swojej klubowej koszulki. Wyciągnęłam również jasne jeansy i koturny. Włosy upięłam w kok, zrobiłam sobie lekki makijaż. Po tym wszystkim byłam gotowa do wyjścia. Minęło dopiero 15 minut, a ode mnie do blondynki jechało się tyle samo czasu, więc zdecydowałam się na krótki spacer.
Szłam wąskimi uliczkami Sevilli. Uwielbiałam to miasto. Mieszkam tutaj od małego. Już dawno przekonałam się, że jest to najpiękniejsze miejsce w Hiszpanii. Kibice mojego klubu powoli zbierali się na stadion. My z Coral nie musiałyśmy się śpieszyć, miałyśmy wykupione karnety na cały sezon. Nasze miejsca były blisko ławek obu drużyn.
Stojąc pod blokiem przyjaciółki zadzwoniłam domofonem.
- Tak ? - spytała, a w tle słychać było jej psa. Lurti szczekał jak oszalały. Nienawidził domofonów. Szczerze to mu się nie dziwiłam, zawsze dzwonili jacyś dziwni ludzie, chcący roznieść ulotki na klatce. A najczęściej jeszcze wszystkich tym budzili. Okropność !
- To ja ! - powiedziałam i od razu otworzyła. Teraz tylko trzeba było wejść na to 4 piętro. Przy mojej kondycji, chwilę mi to zajęło. Tym bardziej na tych butach.
Gdy udało mi się dotrzeć na sam szczyt, dyszałam jak głupia, a chwilę później zaatakował mnie czarny kudłacz. Jak szalony merdał ogonkiem na mój widok.
- Cześć Lurciak - poczochrałam jego futro i weszłam do mieszkania - Cześć mamo, cześć tato
Krzyknęłam ściągając buty i podreptałam do pokoju przyjaciółki. Zawsze się tak witałam z jej rodzicami. Dlaczego ? To śmieszna historia, ale nie warta opowiedzenia.
- Jesteś w końcu. Nudziło mi się już - uśmiechnęła się, ucałowała w policzek i chwyciła torebkę. Dopiero co weszłam, a już wychodziłyśmy. Coralik miała na sobie koszulkę z tego samego sezonu, ale domową. No to byłyśmy gotowe na mecz !

***

Usiadłyśmy na swoich miejscach i przyglądałyśmy się zawodnikom wychodzącym na boisko. Z daleka wypatrzyłyśmy Rubena Castro, oraz prześmiesznego Cristiano Ronaldo. Nie byłyśmy zadowolone z wyboru zawodników obu drużyn na ten mecz. Damien Perquis siedział na ławce, Casillas, Varane, Morata, Ruben Perez a nawet Pepe. Najbardziej brakowało nam Ramosa na boisku. Miałyśmy nadzieję, na dużo lepsze składy. Widać było, przeciwnik lekceważył naszą drużynę.
Pierwszy gwizdek i zaczęło się. Siedząc z pozostałymi kibicami Realu Betis śpiewałyśmy klubowe piosenki. Wszystkie znałyśmy na pamięć. Nie było się czemu dziwić, skoro stadion był naszym drugim domem.
Cieszyłyśmy się brakiem bramek prawie do końca pierwszej połowy. Niestety wszystko zmieniło się w ostatnich sekundach, gdy Mesut Özil wykorzystał naszą nieuwagę i strzelił gola. Zawodnicy Realu Madryt schodzili na przerwę z wynikiem 1-0 dla nich.
Niestety w drugiej połowie wynik podwyższył Karim Benzema. Zawodnicy Betisu powoli tracili nadzieję. Na szczęście przywrócił ją Jorge Molina wykorzystujący rzut karny. Wróciliśmy do gry. Niestety nie udało nam się podwyższyć wyniku. Obrona Madryckiego zespołu była za szczelna, tak jak i w pierwszej połowie Mesut strzelił gola w ostatnich minutach. 
Smutne wstałyśmy z naszych miejsc. Skierowałyśmy się do wyjścia, lecz nagle ktoś na nas wpadł.
- A przeprosić to nie łaska ? - burknęłam, bo ten ktoś nadepnął mnie bezczelnie.
- Przepraszam, nie zauważyłam Cię maleńka - usłyszałam i podniosłam głowę, bo Coral nie przestawała mnie szturchać. Przede mną stał nikt inny jak Sergio Ramos i jakiś młody zawodnik Realu. Dało się go poznać po torbie z logiem. Nawet nie wiedziałam który na mnie wpadł, więc byłam zła na obydwóch.
- Trzeba patrzeć pod nogi, a nie mieć głowę w chmurach - fuknęłam i ruszyłam przed siebie. Przyjaciółka dołączyła do mnie po chwili z wielkim rogalem na twarzy.
- Co ty taka nerwowa jesteś ? - spytała łapiąc mnie za łokieć.
- Podeptał mnie i nie obchodzi mnie to kim on jest. Powinien uważać jak stawia swoje wielkie stopy.
- Oj wyluzuj. Nie codziennie wpadasz na piłkarzy wielkiego Realu Madryt.
- Yhy.. No, no. - zbagatelizowałam całą sprawę i starałam się unikać biegnących w ich stronę fanek.

***

Muzyka ]

Po meczu każda z nas wróciła do siebie do domu. Miałyśmy inny plan, ale w drodze powrotnej poczułam się gorzej i wolałam wrócić do siebie. Pomeczowe emocje nie szybko ze mnie zeszły, więc smutna zrobiłam sobie gorącą relaksującą kąpiel. Dolałam waniliowego płynu, który przyjemnie pieścił moje nozdrza. Oparłam głowę o wannę i zamknęłam oczy. 
Przyśnił mi się Victor. Śniło mi się, że w końcu udało nam się spotkać. Wyglądał jak na zdjęciach. Był cudowny. Tak samo romantyczny jak w wirtualnym świecie. Poszliśmy do restauracji by móc świętować nasze pierwsze spotkanie. Vic zamówił najlepsze wino i czekając na nie złapał mnie za ręce. Wpatrywał się we mnie swoimi szarymi oczkami. Przysuwał się do mnie bliżej i bliżej. Już prawie zbliżaliśmy się do siebie noskami.
- Marisa ! Telefon ! - obudził mnie krzyk mamy zza drzwi.
- Podasz mi go ?
Nie usłyszałam odpowiedzi, ale chwilę później weszła do łazienki i podała mi nadal dzwoniący telefon.
- Dziękuję - szepnęłam w kierunku mamy - Tak słucham ?
- Witaj Mariso, nazywam się Nev. Nie mogliśmy z Maxem złapać Cię na skypie, więc postanowiliśmy zadzwonić. - nie wierzę ! Nev do mnie zadzwonił ! Przyjadą !
- Cześć Nev. Cały dzień nie było mnie w domu. Jeśli dacie mi godzinkę, to możemy się zdzwonić.
- Tak będzie najlepiej, bo musimy nagrać rozmowę z Tobą. To do usłyszenia.
- Do usłyszenia - rozłączyłam się i wyszłam z wanny. Miałam godzinę by się wyszykować, bo tak jak teraz wyglądałam, to raczej nie mogłabym wystąpić w telewizji. Właśnie ... Będę w telewizji ! Cholera ! Co ja powinnam na siebie założyć ? Jak się umalować i jak ubrać ? W tej chwili całkowicie zapomniałam, po co tak na prawdę się do nich zgłosiłam.

***

- Cześć chłopaki ! - zobaczyłam machającego Neva i Maxa. Oboje byli uśmiechnięci, chociaż jak się później okazało, tam gdzie byli była bardzo wczesna godzina.
- Cześć Mariso. Miło Cię w końcu zobaczyć. Chyba wiesz dlaczego do Ciebie dzwonimy, prawda ?
- Oczywiście. Chcecie pomóc mi odnaleźć moją miłość - zaśmiałam się.
- To opowiedz nam coś o Victorze. Jak się zaczęła wasza znajomość ? - Max trzymał swoją małą kamerkę skierowaną na mnie co bardzo mnie dekoncentrowało. Nie wiedziałam co mogę powiedzieć. Przecież tak na prawdę prawie nic o nim nie wiedziałam. Znałam tylko jego imię i nazwisko. Kiedyś gdy chciałam mu wysłać prezent na święta to podał mi numer skrytki na którą mam wysłać.
- Niewiele o nim wiem. Nazywa się Victor i mieszka na wyspie. Las Palmas, mówi wam to coś ?
- Niestety nie zbyt - zaśmiali się i czekali na dalszą opowieść.
- Poznałam go na portalu społecznościowym jakiś  rok temu.
- I przez ten rok ani razu nie znalazł chwili, żeby się z Tobą spotkać ? 
- Nie - posmutniałam - Jest modelem i większość czasu spędza w pracy, o ile tak to można nazwać. Dla mnie była by to przyjemność, a nie praca. Co wydało mi się dziwne ? Prawie codziennie wychodził z przyjaciółmi na jakieś promocje, czy cholera wie co. A dla mnie nie ma czasu.
- Przykro nam. Jak często ze sobą rozmawiacie ? - szybko zmienił temat, za co mu dziękowałam.
- Prawie codziennie, najczęściej wieczorami, lecz nie zawsze. Czasami specjalnie siedzę do północy, by chociaż kilka minut z nim porozmawiać.
- Rozumiem. To co, widzimy się za 2 dni ! Jutro wyjeżdżamy. Gotowa by poznać prawdę ? - szatyn uśmiechnął się promiennie i widać, że oboje bardzo się cieszyli na tą wycieczkę. Sama bym się cieszyła, gdybym mogła zwiedzić pół świata i pomóc innym.
- Oczywiście ! Przyjeżdżajcie, bo niedługo oszaleję ! - pomachałam im na pożegnanie i zakończyliśmy rozmowę. Nareszcie ! Może niedługo zobaczę mojego ukochanego ! Nie mogłam się doczekać. Cieszyłam się jak głupia na samą myśl. Czas się przekonać im on na prawdę jest !

4 komentarze:

  1. Po pierwsze, piosenka fajnie zaśpiewana, ale wolę oryginalną z cudnym głosem mojego Edo *..*
    No, a wracając. Nawet nie wiesz jaki mi rogal wyskoczył, jak zobaczyłam Lurtiego i w ogóle, ty wiesz no <3 Rozczuliłaś mnie tym :*
    Fajnie ,ze Nev i Max się zjawą, oby jej pomogli :) no i chce spotkania Coral z Calvinem ! :DD
    No i ten Ramos :D Z nim też coś jeszcze będzie i nawet się domyślam co ;p
    Pisz kolejny i nie gadaj ,że ten zły, bo idealny ! ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Chłopcy od razu jej pomogą poznać Victora i wszystkie szczegóły z nim związane :) fajnie, że ich umieściłas w tym opowiadaniu jestem zadowolona. Ramos powinien grzecznie przeprosić jak na dżentelmena przystało nawet jak nie była jego wina :P czekam na następny :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Hahahah Ramos mnie rozśmieszył :D No i oczywiście, najlepsze że Nev I max wreszcie się zjawili, coś się będzie działo! :D
    Weny :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahahah Ramos gamoniu patrz gdzie stąpasz tymi swoimi nogami XDD
    Chociaż przeprosił tak jakby XDD Ciekawe czy uda im się wyczaić tego Victora ;3 Ale będzie fajnie *o* Czy ja już mówiłam że ja uwielbiam to opowiadanie? XDD Bo jest takie ... Takie cudowne *o*
    Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń

Najlepsze