poniedziałek, 11 listopada 2013

Rozdział 6

Wyszłam z radia i powoli skierowałam się do restauracji o której mówili chłopcy. Nie było to aż tak daleko, więc nie musiałam wsiadać do komunikacji miejskiej. Spacerek w tych okolicznościach był najlepszym wyjściem. Będąc już prawie pod wcześniej umówionym miejscem wyciągnęłam telefon, który znowu nie dawał mi spokoju. Widząc kto do mnie dzwonił, mimowolnie uśmiechnęłam się.
- Cześć Mariso, stęskniłem się już za Tobą - uśmiech stawał się coraz szerszy i szerszy. Nawet nie wiedziałam, że aż tak na niego reaguję.
- Cześć Vic. I tylko dlatego dzwonisz ? - udałam obojętną i stanęłam przed witryną. Nev i Max spojrzeli na mnie zaciekawieni, ale chyba chwilę później zrozumieli z kim rozmawiam. Dali mi porozmawiać w spokoju i zajęli się dalszym spożywaniem przepysznie wyglądających ciastek.
- Chciałem usłyszeć twój głos. Nie mam za dużo czasu, ale wiesz, że codziennie staram się do Ciebie zadzwonić chociaż na te 5 minut. - czułam jak dużo cieplej robi mi się na sercu. Jego słowa sprawiały, że miałam ochotę rozpłynąć się z radości.
- A jak tam w pracy ? - spytałam zmieniając temat. Szczerze, to nie miałam pojęcia co mam mu na to odpowiedzieć. Skoro tak bardzo za mną tęskni, to dlaczego jeszcze ani razu się nie spotkaliśmy ? Tego nie potrafiłam zrozumieć. Tak wiem, mieszkamy daleko od siebie i jest zapracowany, ale ile można ? Nie wierzę, że nie ma ani minuty dla siebie.
- Ruiz rusz dupę ! - usłyszałam w słuchawce i zbaraniałam. Kim jest Ruiz ? Zmarszczyłam nosek i już miałam się o coś zapytać, gdy nagle przerwał mi Victor.
- Kochanie, porozmawiamy następnym razem. Do usłyszenia - powiedział i rozłączył się. Nawet nie zdążyłam mu odpowiedzieć. Stałam zdezorientowana, aż w końcu zdecydowałam się wejść do środka.
- Mariso, co się stało ? - Max podniósł się i odsunął mi krzesło przy ich stoliku.
- Nie nic, spokojnie. - uśmiechnęłam się sztucznie i nie pozwoliłam im pytać o więcej - No to czego się dowiedzieliście ?
Nev wymienił spojrzenia z Maxem. Już wiedziałam, że coś jest nie tak. Tylko co ? Czego się dowiedzieli o Victorze ? Oby tylko nie był jakimś zboczeńcem ! Zakochałam się w Victorze ze zdjęć jak i z tego jakim się wydawał być. Nie dam sobie rady jeśli będzie kimś innym.
- Nev, musisz jej powiedzieć ...
- Powiedzieć ? Co powiedzieć ? - spanikowałam.
- Uspokój się - brunet złapał mnie za rękę i spojrzał głęboko w oczy. Odziwo podziałało. Zdenerwowanie znikło jak ręką odjął. - Nie znaleźliśmy zbyt wielu informacji, ale jest coś co musisz wiedzieć.
Wyciągnął laptopa i położył go na stoliku. Od razu po załączeniu otworzył przeglądarkę i wpisał jakieś nieznane mi nazwisko.
- Colton Haynes - przeczytałam na głos - Kto to jest i ci ma wspólnego z Victorem ?
- Właśnie o tym chcieliśmy z Tobą porozmawiać. Na początku wypisywaliśmy imię i nazwisko Victora w wyszukiwarce, ale nie mogliśmy nic znaleźć. Nikt taki nie istnieje. O ile dobrze zrozumieliśmy te wszystkie hiszpańskie strony. Następnie zrobiliśmy wyszukiwanie obrazów. To właśnie Colton Haynes jest na tych zdjęciach. - zrobił to o czym mówił i przeciągnął zdjęcie z profilu Victora do wyszukiwarki google. Na pierwszym miejscu wyskoczył profil na instagramie właśnie wcześniej wymienionego chłopaka. 
Siedziałam nic nie mówiąc, bo co niby miałam powiedzieć ? Teraz wszystkie moje marzenia prysły jak bańka mydlana. Nie miałam już cienia wątpliwości, że jestem oszukiwana. Tylko kim on tak na prawdę był ? - A wiecie kto się za niego podawał ? - starałam się być opanowana i chociaż przed kamerami udawać poważną. Nie mogłam się tak nagle rozkleić.
- Niestety nie mamy pojęcia. Ktoś dobrze się ukrywa i ciężko jest cokolwiek o nim znaleźć. Ostatnie co możemy zrobić to zadzwonić do niego i zaaranżować wasze spotkanie. Co ty na to ? - Max patrzył na mnie oczekując odpowiedzi.
- Zróbmy to - powiedziałam pewna swojej decyzji i podałam im jego numer - Jest jeszcze coś co muszę wam powiedzieć. Jak z nim rozmawiałam to ktoś w słuchawce chyba go zawołał, ale nazwał go Ruiz. Mi to niestety nic nie mówi.
- To trochę za mało, tym bardziej w Hiszpanii byśmy mogli go znaleźć. Wasze podwójne nazwiska znacznie utrudniają poszukiwania, ale możemy jeszcze poszukać, jeśli tak bardzo Ci na tym zależy - uśmiechnęli się, a ja żegnając się wyszłam z restauracji. Musiałam jak najszybciej znaleźć się w swoim pokoju. Nie potrafiłam dłużej udawać silnej. To mnie przerosło. Nie wiedziałam w kim jestem zakochana. Raczej kobietą nie był, bo głos miał w stu procentach męski, ale i tak ogarniała mnie obawa.

* Nev i Max *

Wróciliśmy do hotelu i znowu usiedliśmy przed komputerem.Chcieliśmy jeszcze raz upewnić się, czy Victor jest prawdziwy. Niestety ponownie niczego nie znaleźliśmy. Ta sprawa była inne niż wszystkie. Pierwszy raz nie mieliśmy żadnych informacji o osobie, której poszukujemy. Zdawało się, że jedynie numer telefonu zgadza się z rzeczywistością. 
Brunet wybrał numer i czekał aż ktoś po drugiej stronie słuchawki się odezwie. Jeden sygnał, drugi, trzeci, aż w końcu się udało.
- Tak słucham ? - w głośnikach usłyszeliśmy męski głos. Przynajmniej mieliśmy pewność, że jest mężczyzną.
- Witaj Victorze, nazywam się Max i razem z ekipą MTV kręcimy program Catfish. Zajmujemy się sprawą Marisy, kojarzysz ?
- E... - dało się rozpoznać, że był zakłopotany. Nie miał pojęcia co ma powiedzieć. Nie spodziewał się naszego telefonu. - Tak oczywiście. 
- Marisa napisała do nas, bo bardzo chciała Cię poznać. Niestety wiemy już, że na profilu dodałeś nieswoje zdjęcia. Chciałbyś nam to wytłumaczyć ?
- Chciałbym osobiście porozmawiać o tym z Marisą, nie z wami.
- Nie ma sprawy, ona chętnie się z Tobą spotka. Musisz tylko zdecydować się kiedy.
Przez dłuższą chwilę nikt się nie odzywał. Trwała głucha cisza. Pozwoliliśmy mu pomyśleć. Spodziewaliśmy się, że dla niego to również nie będzie łatwe przeżycie, ale to on był tutaj nieuczciwy.
- Victor, jesteś ? 
- Tak, tak. Jestem wolny za dwa dni. Będę akurat w Madrycie - powiedział jednym tchem, jakby ktoś go do tego zmusił.
- Tak więc do zobaczenia. Jeszcze się odezwiemy to ustalimy dokładnie godzinę i miejsce spotkania. 
Odłożyłem słuchawkę i nie wiedziałem co mam powiedzieć. Zachowywał się dziwnie, ale przynajmniej zgodził się z nami spotkać. Powinniśmy się z tego cieszyć. Może w końcu cała sprawa się rozwiąże. 

----------------------------------------------------------------------------------
Na sam koniec wrzucam wam mini filmik z Catfish, tak żebyście mniej więcej wiedzieli kto to jest Nev z Maxem i o co mniej więcej chodzi :)

Dodatkowo chciałabym życzyć kochanej Chloe wszystkiego najlepszego z okazji urodzin ;*** Weny, zdrówka, weny, szczęścia i jeszcze raz weny oraz szczęścia <3

piątek, 1 listopada 2013

Rozdział 5

* Nev i Max *

Wróciliśmy do hotelu i dosłownie nie mieliśmy pojęcia od czego zacząć. Rzuciliśmy swoje rzeczy w kąt i położyliśmy się na łóżkach. Ta sprawa nie była łatwa. Po pierwsze: podczas szukania informacji na pewno natkniemy się na problemy językowe. W końcu oboje byli rodowitymi Hiszpanami, więc ich profile będą wypełnione w ich ojczystym języku. Po drugie: będziemy musieli znaleźć tłumacza, bo nie wiadomo, czy jej wybranek zna angielski. Jeśli nie to jak się dogadamy ? Wiedzieliśmy, że będziemy musieli do niego zadzwonić. 
Dochodziła późna godzina, więc po kolei wybraliśmy się do łazienki. Niby jesteśmy tutaj już drugi dzień to nadal odczuwamy skutki dość sporej różnicy w czasie między USA a Hiszpanią. Kładąc się do łóżek mieliśmy nadzieję, że następnego dnia już czegoś nowego się dowiemy. Chcieliśmy pomóc tej dziewczynie. Nie raz pomagaliśmy dziewczynom, które miały już dość tego wszystkiego, ale ona miała coś w sobie. Była piękna, urocza i niesamowicie zabawna. Dlaczego miałaby szukać miłości przez internet ? Nie zdziwiłoby nas gdyby cały ogrom mężczyzn ustawiało się do niej w kolejce. Musiał mieć coś w sobie takiego, że spośród wszystkich adoratorów wybrała właśnie jego. 

***

Max spał jeszcze spokojnie, gdy nagle poczuł jak ktoś na niego wskoczył i głośno krzyczał by wstawał. Tym razem to spioch Nev wstał wcześniej i postanowił urządzić koledze nieoczekiwaną pobudkę. Kamerzysta otworzył powoli jedno oko i zobaczył roześmianą twarz swojego kolegi. W tym momencie miał go dość. Chciał dalej wrócić do spania. Czuł się tragicznie, ale wiedział, że musi wstać i zabrać się za śledztwo, chociaż Nev równie dobrze dałby sobie radę sam. Lecz on nie chciał niczego opuścić. Był w Hiszpanii. W przepięknej Sevilli, którą bardzo chcieli zwiedzić. 
- Wstawaj ! - brunet darł się koledze nad głową i uderzał go poduszką by tylko szybciej wstał. 
- Daj spokój. Jeszcze pięć minut - odparł, po czym obrócił się na drugi bok i próbował zasnąć. Lecz brunet nie odpuścił. Mocniej zamachnął się poduszką i z całej siły uderzył Maxa.
- No wstawaj ! Marisa czeka, a wraz z nią Hiszpania ! 
Dopiero po tych słowach chłopak wstał z łóżka. Oboje ubrali się w codzienne ciuchy i wyszli na miasto. Podziwiali każdy zakątek. Urzekły ich wąskie uliczki oraz La Plaza de Espana. Szwędali się tak po mieście do południa. Później wstąpili do małej, ale przytulnej knajpki. Zamówili sobie jakieś przekąski oraz kawę, by nabrać energii. 
- No to co, zaczynamy ? - zapytał Nev wyciągając laptopa z torby. 
- Jasne. Już nie mogę się doczekać ! - zatarł ręce gotowy do pracy. 
- No to zaczniemy od tej strony na której się poznali. Tylko będziemy musieli założyć konto - westchnął zrezygnowany. Nie lubił zakładać kont na stronach, których nigdy więcej nie użyje. Włączył stronę o której wcześniej mówiła Marisa i zrobił to co musiał. 
Gdy w końcu udało im się dostać na profil Victora sprawdzili informacje o nim. Wszystko to co mówiła Marisa pasowało, do tego co widniało na jego stronie. Zaczęliśmy przeglądać zdjęcia. Dalej dręczyła nas myśl, że skąd kojarzymy jego twarz, ale nie pasowało nam imię. 
Otworzyli drugą zakładkę i wpisali jego dane. Niestety nikt taki nie wyskoczył. To nas zaniepokoiło. Skoro jest modelem, to dlaczego nie można go znaleźć na stronach internetowych. Przecież tacy ludzie powinni się jakoś promować. Tym bardziej jak są początkującymi modelami bądź modelkami. 
Nadzieja na szczęśliwy koniec nas powoli opuszczała, ale został nam jeszcze jeden wariant poszukiwań. Wyszukiwanie obrazem. Co byśmy zrobili bez najnowszych wynalazków google ? Nev jednym ruchem myszki przeciągnął obraz do wyszukiwarki. To co zobaczyli całkowicie rozwiało ich nadzieje. W sieci było pełno zdjęć tego mężczyzny. Niestety żaden z nich nie nazywał się Victor Casa Marin. Znaleźli również profil na instagramie. Zdjęcia których użył Victor należały do Coltona Haynesa*. Na instagramie widniało mnóstwo zdjęć, także te które pokazywała nam Marisa. 
- Co teraz robimy ? - spytał smutny Max. On do końca wierzył, że to będzie ten którego szukają.
- Niestety na żadnej stronie nie istnieje mężczyzna o tym nazwisku. Jedyne co wiemy to to, że Victor nie jest tym za kogo się podaje. - przerwał - Musimy do niej zadzwonić. 

* Marisa *

Znudzona postanowiłam wybrać się do Coral do pracy. Popołudniami była speakerem w radiu. Spędzała tam góra 3 godzinny dziennie, ale przynajmniej nie nudziła się w domu. Od zawsze to lubiła. Przeprowadzała wywiady z dopiero co wschodzącymi gwiazdkami sceny muzycznej i nie tylko. Podobało mi się czasami usiąść w studiu i odpowiedzieć jej na kilka pytań. Zawsze chętnie pomagałam jej przy prowadzeniu ankiet i tym podobnych. Jej szef był wyrozumiały i nawet podobało mu się, że we dwie prowadziłyśmy program. Tym bardziej gdy płacił tylko jej. 
Zapukałam do jej studia i zauważyłam jak uśmiechnięta ściąga jedną słuchawkę z ucha. 
- Cześć ! - odłożyła słuchawki i rzuciła mi się na szyję - Wiesz już coś ? - wiedziałam, że o to zapyta. 
- Hej, hej. Gdybym coś wiedziała, to bym tutaj przyszła i byłabym taka spokojna ? - odsunąwszy krzesło, zajęłam je i oparłam głowę na rękach. 
- Przeprasza. Myślałam, że może już zadzwonili. O ! Może pomożesz mi dzisiaj w audycji ? Rozmawiamy o niespełnionej miłości i naszych doświadczeniach.
- Coral, ja nie mam żadnego doświadczenia w miłości... Ale pomogę Ci - zdecydowałam się i wzięłam wolne słuchawki. 
- "Ellie Goulding - Your Song" już za nami. Teraz pora na chwilę rozmyśleń. Jest z nami moja przyjaciółka, Marisa. Ci którzy słuchają moich audycji na pewno ją już znają i uwielbiają. Dzisiaj rozmawiamy o miłości. Mariso, jak poznajesz, że jesteś zakochana ? - już nie było odwrotu. Musiałam się odezwać. Tylko co miałabym powiedzieć ? Przecież nikogo nie kocham. Czy aby na pewno ? Jak tylko myślę o Victorze to mam motylki w brzuchu, robi mi się cieplej na sercu i od razu mam lepszy dzień. To nie może być miłość. Przecież do cholery nawet się nie widzieliśmy. Ciągle to sobie powtarzam, a i tak później myślę co tak na prawdę czuję do mężczyzny, którego poznałam przez internet.
Zamyśliłam się na chwilę, zaśmiałam i z rogalem na ustach odpowiedziałam przyjaciółce na pytanie. Spojrzała na mnie zaskoczona, że taka rozpromieniona o tym wszystkim mówię, a sekundę później sama odwzajemniła uśmiech. Rozmawiałyśmy jeszcze przez pół godziny z przerwami muzycznymi, po czym zadzwonił mój telefon. Wymownie zerknęłam na Coral i wyszłam ze studia. 
- Nareszcie ! - odebrałam i od razu usłyszałam śmiech w słuchawce. 
- Nie wiedziałem, że aż tak się ucieszysz jak zadzwonię - Nev jak zwykle sobie żartował. Wcale mi to nie przeszkadzało, chociaż wolałabym już usłyszeć to co się dowiedzieli. 
- A widzisz. Mile zaskoczony ? 
- Oczywiście ! A teraz do rzeczy. Mogłabyś do nas przyjechać ? Siedzimy teraz w przyjaznej knajpce blisko centrum. Czekaj.. Knajpka nazywa się ... Wiem ! Charlottesan Juan Bosco.
- Jasne. Będę za 20 minut, może być ? Szybciej nie dam rady - wiedzą coś ! Wiedzą ! Tylko co ? Po ich głosie nie dało się nic rozpoznać. Był neutralny. Tak bardzo się niecierpliwiłam.
- Spokojnie. Trochę tu posiedzimy - przerwał i usłyszała jak coś przeżuwają - Jedzenie macie wyśmienite ! - zaśmiał się i rozłączył. 



poniedziałek, 21 października 2013

Rozdział 4

Następny dzień mijał mi bardzo leniwie. Nie potrafiłam się już doczekać, aż w końcu dowiem się prawdy. Wszystko mnie irytowało. Nawet to jak do mnie napisał. Nie potrafiłam znaleźć tematu do rozmowy. Irytowała mnie świadomość, że mogę rozmawiać z całkiem inną osobą, niż tą którą "poznałam". Cały dzień siedziałam w domu oczekując ich, chociaż mówili, że przyjadą za dwa dni. Nawet nie wiecie jak bardzo się stresowałam. Z jednej strony chciałam poznać prawdę, a z drugiej strasznie się jej bałam. Przez ten rok zżyłam się z wyobrażeniem o tej osobie. A co jeśli okaże się jakimś starym oblechem ? Albo co gorsza, jakąś dziewczyną ?

***

W końcu nadszedł ten dzień. To dziś mieli do mnie przyjechać Nev i Max. Wysprzątałam całe mieszkanie, by jakoś szybciej minął mi ten czas oczekiwania. Krążyłam nerwowo po całym domu, aż nareszcie przybyło moje wybawienie. Usłyszałam dzwonek do drzwi. W lustrze na korytarzu poprawiłam fryzurę i nacisnęłam klamkę. Za drzwiami stało dwóch uśmiechniętych mężczyzn, których kojarzyłam z telewizji i z którymi rozmawiałam ostatnio na skype. Byli równie przystojni jak na szklanym ekranie. 
- Cześć Marisa ! 
- Nev, Max ! Nawet nie wiecie, jak się cieszę, że przyjechaliście ! - uściskałam ich z wrażenia, lecz po chwili zrobiło mi się głupio i automatycznie się cofnęłam. 
- My też się cieszymy, że możemy Cię poznać. Ci ludzie za nami to ekipa MTV, która spędzi z nami kilka dni, kręcąc ten materiał. - przywitawszy się, wpuściłam ich do środka. 
- Śliczne mieszkanko - powiedział Nev rozglądając się dookoła - I oczywiście bardzo ładnie wyglądasz. 
Czyżby ze mną flirtował, czy to po prostu z grzeczności ? Przecież przyjechali tutaj pomóc mi rozgryźć Victora. 
- To teraz Mariso, pokaż nam twojego wybranka - zaśmiał się Max, cały czas trzymając w dłoniach małą kamerkę. 
Usiadłam do komputera i na facebooku wpisałam dobrze znane mi imię oraz nazwisko. Pokazałam chłopakom jego zdjęcia. Nie do końca rozumieli co pisze, bo przecież nie znali hiszpańskiego, więc musiałam im wszystko tłumaczyć. 
- I to wszystko co o nim wiesz ? Może opowiedz nam coś o nim.
- Tak jak już wam wcześniej wspomniałam. Jest modelem, dlatego nie ma czasu się spotkać. Pochodzi z Las Palmas, tam się wychował, a teraz podróżuje po całej Hiszpanii. Rozmawiamy codziennie. Zazwyczaj późnym wieczorem. Jest ode mnie dwa lata starszy, a tyle już osiągnął - na koniec dość mocno się zamyśliłam.
- Halo, kontaktujesz ? - Nev zaczął machać mi ręką przed oczami. 
- Tak, tak. Przepraszam - zarumieniłam się i kontynuowałam - Niby znam go rok, ale tak na prawdę nie za wiele o nim wiem. Bardzo chciałabym go zobaczyć, ale .. No właśnie, zawsze jest jakieś "ale". Nawet nie wiecie jakie to jest irytujące. 
- Uwierz mi, dobrze Cię rozumiem. Sam złapałem się na takiej znajomości. Nie wiem czy o tym słyszałaś. Poznałem dziewczynę w internecie. Poznaliśmy się na facebooku, a gdy zobaczyłem ją na żywo... - zrobił pauzę - okazała się całkowicie inną dziewczyną. Przyjaźnimy się, ale od tamtej pory chcę pomóc wszystkim, którzy zawierają takie znajomości - widząc moją minę szybko dodał - Jednakże mam nadzieję, że Victor okaże się tym za kogo się podaje. Musisz w to uwierzyć. Chociaż musisz być też gotowa na rozczarowanie. Jesteś tego świadoma ?
To co powiedział odrobinę mnie przeraziło. Tak bardzo nie chciałabym, żeby i mnie to spotkało. Pragnęłam by okazała się tym za kogo się podaje. Nie wiem czy dałabym sobie radę, gdyby tak nie było. Jakbym się zachowała ? Może sparaliżowałby mnie paniczny strach, a może uciekłabym bez czekania na wyjaśnienia ? Teraz nie było już odwrotu. Byłam gotowa.
- Tak bardzo się boję - wydusiłam z siebie nieśmiało.
- Nie masz czego się bać - oboje przytulili mnie i starali się pocieszyć. Czułam ich wsparcie. Mimo tego, że wcale mnie nie znali, to przejęli się moją historią.
- To my jedziemy do hotelu i spróbujemy się czegoś o nim dowiedzieć. - Max podniósł się i czekał na kolegę.
- Dacie mi znać, jak tylko czegoś się dowiecie ? 
- Oczywiście. Nie martw się, możesz na nas liczyć - Nev przytulił mnie ponownie, po czym zostawili mnie samą. 

* Coral*

Siedziałam zamyślona w pobliskiej kawiarni czekając na niego. Jak zwykle przyszłam za wcześnie. Takie było już moje przyzwyczajenie. Wiedziałam, że do Mari mieli przyjechać ci z telewizji, więc nie mogłam do niej zadzwonić. Zostało mi tylko oczekiwać wiadomości od przyjaciółki. Jaki zbieg okoliczności. Zawsze muszę czekać. No nic.
Moje przemyślenia przerwał wysoki mężczyzna z dwudniowym zarostem. To właśnie na niego czekałam. Uśmiechnął się do mnie uroczo i całując mnie w policzek, usiadł na przeciwko. 
- Spóźniłem się ? Długo czekasz ? - od razu zarzucił mnie pytaniami, ale mi to wcale nie przeszkadzało. Uwielbiałam słuchać jego akcentu jak mówił po hiszpańsku. Jak się wcześniej dowiedziałam, pochodził z Nowego Jorku, ale od 10 roku życia mieszkał w Hiszpanii. Zastanawiałam się, jak w ogóle mógł na mnie zwrócić uwagę.
- Nie, spokojnie - uśmiechnęłam się promiennie - Przed chwilą przyszłam - skłamałam.
- To się cieszę. Nie pozwoliłbym, żeby taka piękna istotka musiała na mnie czekać. To ja powinienem być tutaj pierwszy i czekać na Ciebie. - tym razem to on obdarował mnie cudownym uśmiechem, który sprawiał, że nogi miałam jak z waty. 

***

Po wypiciu gorącej herbaty Calvin postanowił zabrać mnie w jego ulubione miejsce. Wsiedliśmy do jego samochodu i ruszył. Musiałam przyznać, że jak na faceta to jeździł bardzo ostrożnie. Nie bałam się z nim jechać, jak z moimi byłymi. Oni zawsze jeździli jak piraci drogowi. I pewnie poniekąd dlatego już z nie jestem.
W drodze spędziliśmy około godziny, ale nie było to dla mnie utrapienie. Cały czas rozmawialiśmy. Tematy wcale nam się nie kończyły. Gdybyśmy musieli jechać jeszcze kilka godzin, to na pewno nie byłby to czas stracony.
Nagle Calvin zaczął zwalniać, a droga przed nami robiła się coraz bardziej magiczna. Aż w końcu dojechaliśmy do polany, gdzie liście na drzewach miały czerwony kolor. Wszystko wyglądało bajecznie. Same czerwone liście. Na początku pomyślałam, że piękną mamy jesień, ale przecież był to początek lipca. Jak to możliwe, że w lato było tak barwnie ?
- I jak ci się tu podoba ? - spytał spoglądając na mnie.
- Tu jest ... brakuje mi słów - rozejrzałam się wokół i nadal nie wierzyłam w to co widzę. Czułam się jakbym była w innym świecie. W bajkowym świecie.
Calvin wysiadł z samochodu i otworzył bagażnik. Wyciągnął z niego koc i piknikowy koszyk. Podszedł do mnie i chwyciwszy mnie za rękę, poszliśmy przed siebie. 

środa, 25 września 2013

Rozdział 3

Siedziałam znużona w swoim pokoju. Jakie moje życie było ekscytujące. Prawie, że wcale. Codziennie ta sama rutyna. Nawet pracy znaleźć nie mogłam. Siedziałam tylko w domu i próbowałam znaleźć sobie jakieś zajęcie. Z drugiej strony, nikt nie potrzebował do pracy dziewiętnastolatki bez doświadczenia. Jedyne co mogłam robić to iść na zmywak. 
- Mariiiiii ! Dzisiaj mecz Betisu, idziemy ?! - zadzwoniła podekscytowana Coral. No tak, nasz lokalny klub rozgrywał dzisiaj mecz z Realem Madryt. Lubiłyśmy chodzić na mecze, a tym bardziej gdy grali z takimi przeciwnikami jak Real Madryt, FC Barcelona czy drugi lokalny klub Sevilla FC. Derby Sevilli były najbardziej wyczekiwanym dniem dla kibiców obu klubów.
- Jasne ! Nie odpuszczę meczu z Realem ! Będę u Ciebie za godzinę - powiedziałam i od razu zaczęłam szukać swojej klubowej koszulki. Wyciągnęłam również jasne jeansy i koturny. Włosy upięłam w kok, zrobiłam sobie lekki makijaż. Po tym wszystkim byłam gotowa do wyjścia. Minęło dopiero 15 minut, a ode mnie do blondynki jechało się tyle samo czasu, więc zdecydowałam się na krótki spacer.
Szłam wąskimi uliczkami Sevilli. Uwielbiałam to miasto. Mieszkam tutaj od małego. Już dawno przekonałam się, że jest to najpiękniejsze miejsce w Hiszpanii. Kibice mojego klubu powoli zbierali się na stadion. My z Coral nie musiałyśmy się śpieszyć, miałyśmy wykupione karnety na cały sezon. Nasze miejsca były blisko ławek obu drużyn.
Stojąc pod blokiem przyjaciółki zadzwoniłam domofonem.
- Tak ? - spytała, a w tle słychać było jej psa. Lurti szczekał jak oszalały. Nienawidził domofonów. Szczerze to mu się nie dziwiłam, zawsze dzwonili jacyś dziwni ludzie, chcący roznieść ulotki na klatce. A najczęściej jeszcze wszystkich tym budzili. Okropność !
- To ja ! - powiedziałam i od razu otworzyła. Teraz tylko trzeba było wejść na to 4 piętro. Przy mojej kondycji, chwilę mi to zajęło. Tym bardziej na tych butach.
Gdy udało mi się dotrzeć na sam szczyt, dyszałam jak głupia, a chwilę później zaatakował mnie czarny kudłacz. Jak szalony merdał ogonkiem na mój widok.
- Cześć Lurciak - poczochrałam jego futro i weszłam do mieszkania - Cześć mamo, cześć tato
Krzyknęłam ściągając buty i podreptałam do pokoju przyjaciółki. Zawsze się tak witałam z jej rodzicami. Dlaczego ? To śmieszna historia, ale nie warta opowiedzenia.
- Jesteś w końcu. Nudziło mi się już - uśmiechnęła się, ucałowała w policzek i chwyciła torebkę. Dopiero co weszłam, a już wychodziłyśmy. Coralik miała na sobie koszulkę z tego samego sezonu, ale domową. No to byłyśmy gotowe na mecz !

***

Usiadłyśmy na swoich miejscach i przyglądałyśmy się zawodnikom wychodzącym na boisko. Z daleka wypatrzyłyśmy Rubena Castro, oraz prześmiesznego Cristiano Ronaldo. Nie byłyśmy zadowolone z wyboru zawodników obu drużyn na ten mecz. Damien Perquis siedział na ławce, Casillas, Varane, Morata, Ruben Perez a nawet Pepe. Najbardziej brakowało nam Ramosa na boisku. Miałyśmy nadzieję, na dużo lepsze składy. Widać było, przeciwnik lekceważył naszą drużynę.
Pierwszy gwizdek i zaczęło się. Siedząc z pozostałymi kibicami Realu Betis śpiewałyśmy klubowe piosenki. Wszystkie znałyśmy na pamięć. Nie było się czemu dziwić, skoro stadion był naszym drugim domem.
Cieszyłyśmy się brakiem bramek prawie do końca pierwszej połowy. Niestety wszystko zmieniło się w ostatnich sekundach, gdy Mesut Özil wykorzystał naszą nieuwagę i strzelił gola. Zawodnicy Realu Madryt schodzili na przerwę z wynikiem 1-0 dla nich.
Niestety w drugiej połowie wynik podwyższył Karim Benzema. Zawodnicy Betisu powoli tracili nadzieję. Na szczęście przywrócił ją Jorge Molina wykorzystujący rzut karny. Wróciliśmy do gry. Niestety nie udało nam się podwyższyć wyniku. Obrona Madryckiego zespołu była za szczelna, tak jak i w pierwszej połowie Mesut strzelił gola w ostatnich minutach. 
Smutne wstałyśmy z naszych miejsc. Skierowałyśmy się do wyjścia, lecz nagle ktoś na nas wpadł.
- A przeprosić to nie łaska ? - burknęłam, bo ten ktoś nadepnął mnie bezczelnie.
- Przepraszam, nie zauważyłam Cię maleńka - usłyszałam i podniosłam głowę, bo Coral nie przestawała mnie szturchać. Przede mną stał nikt inny jak Sergio Ramos i jakiś młody zawodnik Realu. Dało się go poznać po torbie z logiem. Nawet nie wiedziałam który na mnie wpadł, więc byłam zła na obydwóch.
- Trzeba patrzeć pod nogi, a nie mieć głowę w chmurach - fuknęłam i ruszyłam przed siebie. Przyjaciółka dołączyła do mnie po chwili z wielkim rogalem na twarzy.
- Co ty taka nerwowa jesteś ? - spytała łapiąc mnie za łokieć.
- Podeptał mnie i nie obchodzi mnie to kim on jest. Powinien uważać jak stawia swoje wielkie stopy.
- Oj wyluzuj. Nie codziennie wpadasz na piłkarzy wielkiego Realu Madryt.
- Yhy.. No, no. - zbagatelizowałam całą sprawę i starałam się unikać biegnących w ich stronę fanek.

***

Muzyka ]

Po meczu każda z nas wróciła do siebie do domu. Miałyśmy inny plan, ale w drodze powrotnej poczułam się gorzej i wolałam wrócić do siebie. Pomeczowe emocje nie szybko ze mnie zeszły, więc smutna zrobiłam sobie gorącą relaksującą kąpiel. Dolałam waniliowego płynu, który przyjemnie pieścił moje nozdrza. Oparłam głowę o wannę i zamknęłam oczy. 
Przyśnił mi się Victor. Śniło mi się, że w końcu udało nam się spotkać. Wyglądał jak na zdjęciach. Był cudowny. Tak samo romantyczny jak w wirtualnym świecie. Poszliśmy do restauracji by móc świętować nasze pierwsze spotkanie. Vic zamówił najlepsze wino i czekając na nie złapał mnie za ręce. Wpatrywał się we mnie swoimi szarymi oczkami. Przysuwał się do mnie bliżej i bliżej. Już prawie zbliżaliśmy się do siebie noskami.
- Marisa ! Telefon ! - obudził mnie krzyk mamy zza drzwi.
- Podasz mi go ?
Nie usłyszałam odpowiedzi, ale chwilę później weszła do łazienki i podała mi nadal dzwoniący telefon.
- Dziękuję - szepnęłam w kierunku mamy - Tak słucham ?
- Witaj Mariso, nazywam się Nev. Nie mogliśmy z Maxem złapać Cię na skypie, więc postanowiliśmy zadzwonić. - nie wierzę ! Nev do mnie zadzwonił ! Przyjadą !
- Cześć Nev. Cały dzień nie było mnie w domu. Jeśli dacie mi godzinkę, to możemy się zdzwonić.
- Tak będzie najlepiej, bo musimy nagrać rozmowę z Tobą. To do usłyszenia.
- Do usłyszenia - rozłączyłam się i wyszłam z wanny. Miałam godzinę by się wyszykować, bo tak jak teraz wyglądałam, to raczej nie mogłabym wystąpić w telewizji. Właśnie ... Będę w telewizji ! Cholera ! Co ja powinnam na siebie założyć ? Jak się umalować i jak ubrać ? W tej chwili całkowicie zapomniałam, po co tak na prawdę się do nich zgłosiłam.

***

- Cześć chłopaki ! - zobaczyłam machającego Neva i Maxa. Oboje byli uśmiechnięci, chociaż jak się później okazało, tam gdzie byli była bardzo wczesna godzina.
- Cześć Mariso. Miło Cię w końcu zobaczyć. Chyba wiesz dlaczego do Ciebie dzwonimy, prawda ?
- Oczywiście. Chcecie pomóc mi odnaleźć moją miłość - zaśmiałam się.
- To opowiedz nam coś o Victorze. Jak się zaczęła wasza znajomość ? - Max trzymał swoją małą kamerkę skierowaną na mnie co bardzo mnie dekoncentrowało. Nie wiedziałam co mogę powiedzieć. Przecież tak na prawdę prawie nic o nim nie wiedziałam. Znałam tylko jego imię i nazwisko. Kiedyś gdy chciałam mu wysłać prezent na święta to podał mi numer skrytki na którą mam wysłać.
- Niewiele o nim wiem. Nazywa się Victor i mieszka na wyspie. Las Palmas, mówi wam to coś ?
- Niestety nie zbyt - zaśmiali się i czekali na dalszą opowieść.
- Poznałam go na portalu społecznościowym jakiś  rok temu.
- I przez ten rok ani razu nie znalazł chwili, żeby się z Tobą spotkać ? 
- Nie - posmutniałam - Jest modelem i większość czasu spędza w pracy, o ile tak to można nazwać. Dla mnie była by to przyjemność, a nie praca. Co wydało mi się dziwne ? Prawie codziennie wychodził z przyjaciółmi na jakieś promocje, czy cholera wie co. A dla mnie nie ma czasu.
- Przykro nam. Jak często ze sobą rozmawiacie ? - szybko zmienił temat, za co mu dziękowałam.
- Prawie codziennie, najczęściej wieczorami, lecz nie zawsze. Czasami specjalnie siedzę do północy, by chociaż kilka minut z nim porozmawiać.
- Rozumiem. To co, widzimy się za 2 dni ! Jutro wyjeżdżamy. Gotowa by poznać prawdę ? - szatyn uśmiechnął się promiennie i widać, że oboje bardzo się cieszyli na tą wycieczkę. Sama bym się cieszyła, gdybym mogła zwiedzić pół świata i pomóc innym.
- Oczywiście ! Przyjeżdżajcie, bo niedługo oszaleję ! - pomachałam im na pożegnanie i zakończyliśmy rozmowę. Nareszcie ! Może niedługo zobaczę mojego ukochanego ! Nie mogłam się doczekać. Cieszyłam się jak głupia na samą myśl. Czas się przekonać im on na prawdę jest !

środa, 18 września 2013

Rozdział 2

Tej nocy nie spałam zbyt dobrze. W nocy męczyły mnie koszmary. Śniło mi się, że stoję pod drzwiami Victora i nagle zza nich wyłania się jakiś stary obleśny dziadek. Budziłam się z krzykiem za każdym razem. Tak więc w nocy spałam może 4 godziny, chociaż wcześnie poszłam spać. Musiałam coś z tym zrobić, bo inaczej nie wytrzymam. Wykończę się psychicznie. Przydał by się ktoś taki jak Nev i Max.
Z samego rana to właśnie ich próbowałam namierzyć. Nie było łatwo, ale kto powiedział, że tak będzie ? Gdy wreszcie znalazłam e-mail do Nev'a postanowiłam do niego napisać.

" Hej Nev.
Nazywam się Marisa Bourié Saldías i mieszkam w Hiszpanii. Rok temu przez portal internetowy poznałam pewnego chłopaka. Przedstawił się jako Victor Casa Marín. Jest modelem. Znamy się już tyle czasu, a jeszcze ani razu się nie widzieliśmy. Nawet nie ma kamerki ! Gdy tylko proponuję mu spotkanie, od razu robi się jakiś dziwny i nie chce w ogóle rozmawiać na ten temat.
Może nie będziesz chciał mi pomóc, ale muszę poznać prawdę. Po emisji twojego programu nie potrafię normalnie spać. Cały czas myślę, że to może spotkać również mnie. To jego zdjęcie, a to ja.

Pomóż mi, Marisa."

No i zostało tylko wcisnąć 'wyślij' i gotowe. Zawsze można spróbować. Nie liczę, że odpisze, ale gdyby tak było byłabym mu dozgonnie wdzięczna. Siedziałam z 15 minut licząc na jego szybką odpowiedź, ale zrezygnowałam. Przecież nawet nie wiadomo w którym stanie USA się teraz znajduje i która tam jest teraz godzina. Może środek nocy, kto wie.
Nagle zadzwonił mój telefon. To właśnie on dzwonił tak jak obiecał.
- Cześć maleńka. Tęskniłem za Tobą - powiedział od samego początku. Zawsze taki był.
- No hej. Ja też.
- Marisko, co się dzieje ? Dlaczego jesteś przygnębiona ? - od razu rozszyfrował mój nastrój.
- Vic... Na prawdę chciałabym Cię zobaczyć. Brakuje mi Ciebie. Chciałabym Cię teraz przytulić, pocałować.
- Wytrzymałaś rok, wytrzymasz jeszcze trochę ? Obiecuję, że niedługo się spotkamy.
- Niedługo czyli kiedy ?
- Wkrótce. Nie wiem dokładnie kiedy. Też chciałbym Cię przytulić, dotknąć, poczuć twoje perfumy. Móc spędzać z Tobą każdą wolną chwilę. - Rozczuliłam się.
- Tak się cieszę, że Cię znam. Kocham Cię - wyrwało mi się. Nie wiedziałam, dlaczego to powiedziałam, ale musiałam. Samo mi się to wyrwało. 
- Ja Ciebie też kocham, Mariso.
Teraz byłam już na 1000000% procent pewna, że muszę go znaleźć. Dla niego zrobię wszystko co w mojej mocy. To był ten chłopak. Ten na całe życie ! Kochałam go ponad wszystko, a co najważniejsze, on też mnie kochał. Nie mogłam uwierzyć, że jest kimś innym za kogo się podaje. Po prostu musiałam go zobaczyć. Teraz, już, natychmiast !
 
***

- I jak, wiesz już coś ? - minęły 3 dni, a ja o wszystkim powiedziałam Coral. Chciałam czuć jej wsparcie oraz wiedzieć, że dobrze robię. Ona całkowicie popierała mój pomysł i to dawało mi nadzieję, że może jednak się odezwą, bo niestety jeszcze tego nie zrobili.
- Nie, nadal zero odpowiedzi - znowu byłyśmy w tym samym centrum handlowym i Coral nie mogła doczekać się naszej zwyczajowej kawy. Od kiedy zainteresował się nią Calvin, dużo z nim rozmawiała. Mieli się ku sobie.
- Fajnie by było, gdyby przyjechali. Nev jest cholernie przystojny ! - zachichotała i lekko szturchnęła mnie w bok. Miała rację. Obaj byli przystojni, ale ja już nie szukałam chłopaka. Chociaż, popatrzeć sobie można.
-Chodź, mam ochotę na kawę - chwyciłam ją pod rękę i powoli ruszyłyśmy w stronę kawiarni.
- A ja mam ochotę na Calvina - śmiała się jak szalona.

** Nev **

Od pewnego czasu często dostawaliśmy maile od ludzi spoza USA. Niektórzy pisali do nas po angielsku, inni bardzo się starali, a inni w swoim ojczystym języku. Po konsultacjach z ekipą MTV zdecydowaliśmy, że czas na Catfish International. Program cieszył się dużą oglądalnością, więc zgodzili się od razu. Cieszyłem się na dalszą współpracę z Maxem oraz zwiedzanie Europy.  
Przeglądając naszą skrzynkę mailową natrafiliśmy na wiadomość od kogoś z Hiszpanii. Dziewczyna pisała perfekcyjnie po angielsku. Od razu zaczęliśmy czytać to co nam napisała. Jej historia była typowa dla tego programu, ale coś jednak nas zainteresowało. To zdjęcie tego chłopaka. Wydawał nam się odrobinę znajomy. Skoro jest modelem, to nic dziwnego.
- Co o tym wszystkim myślisz ? Ja w to wchodzę. - powiedziałem przekonany, że to nie będzie kolejna nudna historia, tylko teraz coś się wydarzy. Coś emocjonującego i zaskakującego.
- Powinniśmy się tym zająć - Max był cały podekscytowany możliwością wyjazdu do Hiszpanii i Sevilli. Od dawna o tym marzył, a teraz jego marzenia mogły się spełnić.
- Jestem ciekawy dlaczego nie chciał się spotkać z taką śliczną dziewczyną. Chłopak albo coś ukrywa, albo na prawdę nie ma ani chwili, żeby się z nią spotkać.
- Jeśli jej nie będzie chciał to ja się z nią umówię. Może hiszpańskiego mnie poduczy - wybuchł śmiechem i objął mnie ramieniem.
- Bierzemy to ! - zaśmiałem się z razem z nim - Pakuj się !
- Lecimy do Hiszpanii, lecimy do Hiszpanii - trzymaliśmy się i podskakiwaliśmy krzycząc te 3 słowa w kółko. 


_________________________________________________________________

Znowu krótko, matko co się ze mną dzieje. Na inne mam wenę, a tutaj chwilowo się zacięłam. Obiecuję, że będzie coraz lepiej i lepiej. Zostańcie ze mną, to się poprawię :)
Buziaki ;*

piątek, 13 września 2013

Rozdział 1

I tak oto, zaczęła się nasza znajomość. Każdego dnia poznawaliśmy się coraz bardziej. Wysyłał mi przeróżne zdjęcia: z przyjaciółmi, te śmieszne, ale też i normalne. Nie mówił za wiele o sobie, ale zawsze wydawało mi się, że po prostu chce wiedzieć najwięcej o mnie. Z biegiem czasu zaczęło robić się to dla mnie coraz dziwniejsze, no ale co ja na to mogłam poradzić ? Każdy jest inny.
Codziennie rozmawialiśmy przez komórkę. Uwielbiałam jego głos. Zawsze starał się mnie rozśmieszać, a kiedy byłam smutna - próbował rozwiązać problem. Dopiero po roku zapragnęłam go zobaczyć twarzą w twarz. Przekonać się czy jest tym za kogo się podaje, ale z drugiej strony, jak mogłam podejrzewać kogoś tak uroczego ?
- Halo, ziemia ! Marisa, ty się zakochałaś !? - wypaliła Coral na cały głos podczas naszych cotygodniowych zakupów, gdy mówiła do mnie coś przez dobre 15 minut, a ja jej wcale nie słuchałam.
- Ja ? Co ?! - spojrzałam na nią zaskoczona, o mało nie wpadając na filar stojący przede mną.
- Mari, nie udawaj. Mówię do ciebie od 15 minut, a ty w ogóle mnie nie słuchasz. Zawsze się tak wyłączasz jak myślisz o jakimś chłopaku. Kim jest ten szczęśliwiec ?
- Chodź, zaparzę naszą ulubioną kawę i wszystko ci opowiem - zaśmiałyśmy się równocześnie. Nienawidziłyśmy tej reklamy, a co dopiero tego tekstu.
Roześmiane poszłyśmy do naszej ulubionej kawiarni, Starbucks i zamówiłyśmy duże cappuccino. Zamówienie odebrał przystojny mężczyzna, z plakietki wyczytałyśmy, że nazywa się Calvin. Oo i na dodatek obcokrajowiec. Jeszcze bardziej polubiłyśmy tą kawiarnię.
Usiadłyśmy przy naszym stoliku i odłożyłyśmy siatki z zakupami na bok i zaczęło się przesłuchanie.
-Gdzie go poznałaś ? Jak ma na imię ? Ile ma lat ? No Marisa ! Mów - nalegała przyjaciółka, a ja tylko siedziałam i powstrzymywałam śmiech. Była taka śmieszna, gdy próbowała być wścibska.
- No już mówię, mówię. Uspokój się - wystawiłam język w jej stronę - Nazywa się Victor Casa Marin. Pochodzi z Las Palmas i jest tylko rok starszy od nas.
- No dobra, ale gdzie go poznałaś ?
- Marisa, Twoja kawa gotowa - Calvin zawołał mnie po kawę, a chwilę później również Coral. Obie uśmiechnęłyśmy się do niego promiennie i wróciłyśmy do stolika.
- Ale pyszna !
- Nie czaruj mi tu tylko opowiadaj - powiedziała, biorąc łyka gorącej kawy.
- Pamiętasz tego chłopaka z interpals'a ? VictorRuiz miał nick. 
- No jasne. Najprzystojniejszy Hiszpan, którego udało nam się znaleźć. Nie gadaj, że to on ! - dziewczyna ponownie podniosła kubek w górę, by się napić i wtedy zauważyłam, że ma coś napisane na spodzie kubka.
- Coral, weź podnieś kawę jeszcze raz do góry. O rany ! On napisał ci swój numer !
Rzeczywiście, na zewnętrznej stronie dna widniał napis "Zadzwoń" i podany numer komórkowy. Coral spojrzała na niego onieśmielona, a on puścił jej oczko. Ewidentnie na nią "leciał". I takim o to sposobem moje przesłuchanie zostało zakończone.

***

Wróciłam do domu czarnym Jeepem ojca. Byłam zaskoczona, gdy przed wyjściem pozwolił mi go zabrać. Nie bał się o swój skarb ? A może planował zmienić samochód ? Nie możliwe, przecież niedawno go kupił. 
Wchodząc do domu, rzuciłam kluczyki od samochodu na stół i czym prędzej pobiegłam do swojego pokoju. Przez moje rozkojarzenie zapomniałam wziąć toreb z bagażnika, po które musiałam się wrócić. Gdy tylko wróciłam włączyłam laptopa z nadzieją, że zastanę go na Skype. I .. Udało sie !
Chwilę poczekałam i dostałam od niego wiadomość.

V: Cześć maleńka. Jak tam po zakupach ? Zmęczona ?
M: Cześć. Kupiłam kilka fajnych ciuszków, na spotkanie z Tobą :D
V: Proszę, nie zaczynaj znowu tego tematu. Wiesz, że bardzo chciałbym się z Tobą spotkać, ale jestem bardzo zajęty.
M: Wiem, wiem. Chociaż wcale nie o to mi chodziło. A Tobie jak dzień minął ?
V: Byłem na sesji, a wieczorem wychodzę na imprezę. Szkoda, że bez Ciebie :(
M: Nawet nie wiesz jakbym chciała tam z Tobą być :(
V: Wybacz piękna, ale przyjaciele wpadli. Muszę uciekać. ;* Zadzwonię do Ciebie, jutro. Dobrze ?
M: Nie ma sprawy. Będę czekać ;* Miłej zabawy !
V: Udanego wieczoru, skarbie !

Nienawidziłam tych krótkich rozmów na skype. Rozmów, to za dużo powiedziane. Jeszcze nigdy nie rozmawiałam z nim, tak żebym mogłam go zobaczyć. Zawsze tłumaczył się, że nie ma kamerki w domu. A jak na święta wysłałam mu ją w prezencie, to stwierdził, że mu nie działa. Odpuściłam sobie i cieszyłam się z tego co mam.
Resztę wieczoru miałam spędzić sama więc włączyłam telewizor i zaczęłam oglądać jakieś durne programy na MTV. Najpierw NEXT, potem Plain Jane International, a na końcu trafiłam na jakiś dziwny nowy "serial".
Nie wiem dlaczego, ale od razu mnie zainteresował. Słówko "Catfish" oznacza udawanie w sieci kogoś, kim się nie jest - najczęściej aby rozkochać w sobie drugą osobę. Akurat piękna blondynka poznała w sieci przystojniaka. Rozmawiali ze sobą i tak samo jak ja z Victorem, nigdy nie się nie widzieli. Zrozpaczona dziewczyna zgłosiła się do tego programu, by móc się z nim w końcu spotkać. Z biegiem wydarzeń na jaw zaczęły wychodzić jego kłamstwa. ON okazał się NIĄ. Stojąc przed jego/jej drzwiami przeżyła szok życia. 
Natychmiast wyłączyłam telewizor, nie chciałam się bardziej dołować. Ten program sprawił, że poczułam się okropnie. Zaczęłam się zastanawiać czy Victor jest tym za kogo się podaje, a może nie byłam jedyną dziewczyną, którą tak podrywał ?  Nie, nie, nie i jeszcze raz nie. Nie mogę tak myśleć. On by mnie nie oszukał.
Otuliłam się kocem i po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Łzy niepewności i smutku. Musiałam się dowiedzieć ! Musiałam ! Jeszcze nie wiedziałam jak, ale jedno wiedziałam na pewno. Nie spocznę dopóki nie odkryję kim jest Victor Casa Marin.


_____________________________________________________________________
Pierwszy rozdział za mną. Nie wiem co o nim myśleć. Jak to na początku, beznadziejnie xD Ale w końcu już mam to za sobą. Mam nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej. Co wy o tym wszystkim sądzicie ? Jeszcze mogę zawiesić albo usunąć to opowiadanie. Trochę się boję jak to wszystko wyjdzie ;(
Buziaczki ;*
Wasza Foquita <3

wtorek, 10 września 2013

Prolog


Jak poznałaś swoją pierwszą miłość ? W barze, na dyskotece, w parku, a może w sklepie ? Co jeśli poznałabyś go w internecie? Czy jesteś pewna kim on jest ? Może to dziewczyna ? Nigdy nie wiesz kto siedzi po drugiej stronie monitora. Te słowa brzmią jak z reklamy, ostrzegającej o znajomościach zawieranych w internecie.

Marisa chcąc nauczyć się nowego języka, wchodzi na stronę Interpals. Strona pomaga w nauce języków, ale także poznawaniu nowych ludzi. I tak właśnie poznała Victora. Marisa mieszka w Sevilli, a on na Las Palmas de Gran Canaria. Z winy dzielących ich kilometrów nie mogli się nigdy spotkać, mimo tego, że ona bardzo chciała. Nie nalegała, bo przez ten rok znajomości, rozmawiali przez telefon prawie codziennie. Wiedziała o nim dużo, ale czy wszystko ? Nigdy nic nie wskazywała na to by mógł kłamać, więc wierzyła mu bezgranicznie.

** Rok wcześniej **

- Mari! Muszę ci pokazać jedną stronę! - krzyknęła siedząca obok mnie Coral. Spędzałyśmy właśnie wspólne popołudnie u mnie w domu. Zresztą tak jak prawie codziennie, odkąd skończył nam się rok szkolny. Mimo tego, że w przyszłym roku mamy mieć maturę, to teraz w wakacje można odpocząć. Nigdy nie należałyśmy do dziewczyn zanadto rozrywkowych. Lubiłyśmy wyjść ze znajomymi do baru, ale nigdy nie przepadałyśmy za dyskotekami.
- No dawaj - podałam jej laptopa i patrzyłam uważnie co wpisuje. Www.interpals.net. Adres strony kompletnie nic mi nie mówił. Tak samo jak sam jej wygląd. 
- Co to ma być? - spytałam.
- Interpals. Coś typu naszego starego penpal-gate, pamiętasz ? Ale to jest o wiele lepsze ! Chodź, założymy Ci konto - ucieszona, bez mojej zgody nacisnęła na napis "rejestracja". Szybko wymyśliła dla mnie nazwę "Zanahoria(marchewka)", podała moje imię i wiek, potem znajomość języków obcych itd.
- No to szukamy przystojnych facetów. Może najpierw naszych rodaków?
- Nie! Pokaż mi Włochów! - zachichotałam i szturchnęłam przyjaciółkę w bok. Wszyscy zawsze mówią, że Włosi są najlepsi, że są romantycznymi lekkoduchami.
Przejrzałyśmy kilka zdjęć, ale żaden nie przykuł mojej uwagi, więc zrobiłyśmy tak jak chciała Coral. Pierwsza strona, czyli ok 6 profilów i nic. Kompletnie nic. Zaczęłam się zastanawiać, czy to ja jestem jakaś bardzo wybredna, czy to akurat tylko takich facetów można znaleźć na tej stronie. Aż nagle natrafiłyśmy na niego, VictorRuiz.
- Stój! Wróć, no cofnij nooo! - wyrwałam przyjaciółce laptopa z ręki i włączyłam jego profil. Zdjęcie profilowe aż zachęcało, by do niego napisać.
- No to pisz do niego, tonta - zaśmiała się i wyszła na chwilę z pokoju. Zostałam sama. Phiii... Wcale nie sama tylko z Victorem.

"Hola. Miło mi cię poznać, jestem Marisa.
Pewnie i tak nie odczytasz tej wiadomości, ale chciałam Ci napisać, że masz niesamowity uśmiech.
Chciałabym Cię poznać i czegoś więcej się o Tobie dowiedzieć.
Co ty na to ?
Całusy, Mari."

Niestety nie odpisał. Czekałam przez kolejne kilkanaście minut, ale nic. Zero odpowiedzi. Niby co miałby mi napisać ? Z takim wyglądam na pewno nie musi sobie szukać dziewczyny i jest rozchwytywany. Straciłam nadzieję i zajęłam się własnym życiem. 
-Chodź, dzwonili po nas. Idziemy na piwo. To ci pomoże, nie możesz siedzieć w domu i czekać na jego wiadomość. Mari opanuj się - Cora pocieszała mnie i udało jej się.
Kilka dni później, gdy całkowicie zapomniałam o wiadomości wysłanej do Victora, nagle odezwał się mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz i zauważyłam, że dostałam e-maila z Interpalsa. Nieśpiesznie zalogowałam się na wcześniej wspomnianej stronie i zobaczyłam, że to właśnie on napisał !

"Witaj Mariso. Mi również miło Ciebie poznać.
Mam nadzieję, że wybaczysz mi to, że tak długo musiałaś czekać na moją odpowiedź.
Dziękuję bardzo, ty również jesteś prześliczna.
Byłbym szczęśliwy, móc z Tobą porozmawiać i Cię poznać.
Victor"

Najlepsze